Thema: zurück.
Datum: sobota, 10 stycznia 2009
Uhr: 22:23:26
Wie viel Kommentar: 0
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33


dobra, więc mylog działa to piszę coś nowego :)
żeby nie było że zginęłam albo co.


może jeszcze kiedyś tu powrócę, razem z weną, razem z nowymi notkami - niczego nie obiecuję.
wiem jedno, że będę tu czasem zaglądać (o ile mylog będzie działać.)


jakby ktoś mnie szukał, jestem tutaj.



pozdrawiam ^^.

SkOmEnTuj ;]:* komentarze [0]


Thema: 05.04.2007r. - für imma in meinem herz - Tokio Hotel in Warschau!
Datum: sobota, 5 kwietnia 2008
Uhr: 23:46:51
Wie viel Kommentar: 453
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

jezuuuuuu rok *.*
[no dobra, 366 dni]

mniej więcej o 19:45 zaczął się koncert, trwał chyba do 21:20, jezuuu :zgon:

05 kwiecień 2007 na Torwarze

Byłaaaam tam *.*

Bill :sex: Tom, Gustav i Georg, widziałam i nie żałuję niczego.

gdybym miała jeszcze raz jechać, a bilet kosztowałby 200zł to na pewno bym pojechała

wszystko, żeby ich tylko jeszcze raz zobaczyć, poczuć te emocje <3






der beste tag, für immer in meinem herz < 3
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [453]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 61 <~*~
Datum: czwartek, 31 stycznia 2008
Uhr: 17:28:43
Wie viel Kommentar: 33
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Mijały kolejne dni naszych wakacji na Malediwach.
Przed wieczorem kolejnego dnia nie wiedzieliśmy co mamy robić. Chłopaki siedzieli na laptopie i czytali fora internetowe na ich temat, a my z dziewczynami siedziałyśmy w pokoju moim o Alex i oglądałyśmy tv. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Alex, idź otwórz, mi się nie chce. - siedziałam na kanapie. Dziewczyna poszła z niechęcią do drzwi.
- Daria, chyba do ciebie. - powiedziała z uśmiechem na twarzy. Wstałam i poszłam do drzwi.
- Hej skarbie. - pocałowałam go w policzek.
- Hej, słuchaj, co będziesz robiła gdzieś za godzinę? - Czarny spytał ze swoim blaskiem w czekoladowych oczach.
- Hmm... chyba nic, a masz jakąś propozycję?
- To szykuj się, za pól godziny wychodzimy. Tylko weź jakąś bluzę. - szepnął mi do ucha. Ciarki przeszły mi po całym ciele, kochałam jak Bill szeptał mi do ucha, miał wtedy boski głos.
Zamknęłam drzwi, po czym dołączyłam do dziewczyn.
- Co chciał? - Sylvia spytała.
- Wszystko chciałabyś wiedzieć. - wystawiłam język. - Lepiej pomóżcie mi się ubrać.
- To wychodzicie?
- No chyba tak, Bill nie chciał mi powiedzieć. - dziewczyny uśmiechnęły się tajemniczo. - To pomożecie mi się ubrać?
- Jasne. - wstały i razem poszłyśmy do szafy z moimi rzeczami.
Przez dziesięć minut nic odpowiedniego nie znalazłam, w ostateczności zdecydowałam się na czarno-biały top z białą spódniczką. Pod spód założyłam strój kąpielowy, a jak. Trzeba być na wszystko przygotowanym. Do tego kurtka z tego samego materiału co spódnica i mogłam wychodzić.
A nie, jeszcze perfumy, poprawienie makijażu i wyrobiłam się 5 minut przed przyjściem Billa.
- I jak wyglądam? - spytałam na koniec.
- Bosko, nie wiem ale na miejscu Billa wryłoby mnie w ziemię. - Alex się zaśmiała.
- Jasne, jasne. - wystawiłam język. - Ja idę, jak coś, mam telefon. - pożegnałam się, otworzyłam drzwi, a Bill już tam stał.
- Wyglądasz, ślicznie. - przysunął się, całując mnie w usta.
- Ty też ślicznie. - zaśmiałam się. - Gdzie idziemy?
- Niespodzianka. - nic więcej nie powiedział. Był strasznie tajemniczy, ale to mnie w nim kręciło. Kaulitz pachniał ślicznymi perfumami, które działały na mnie elektryzująco. Objął mnie i razem wyszliśmy z hotelu.
- No pooowiesz gdzie idziemy? - spojrzałam się na niego.
- Za dużo wymagasz. - wystawił język, chodźmy bo się spóźnimy.
- Jak chcesz. - przyśpieszyliśmy trochę kroku. Dzień, a raczej zbliżający się jego koniec był śliczny, niebo było czerwone od słońca, mało ludzi chodziło wokół hotelu. Idealna pora na spacer. Tak, tylko ja nie wiem gdzie on mnie ciągnie.
- Dobra, a teraz odwróć się.
- Yyy dlaczego?
- Odwróć się, ja będę cię prowadził. - Bill trzymał mnie za ramiona, byłam zwrócona twarzą w jego stronę a szłam tyłem. Poczułam piasek w klapkach, z czego wywnioskowałam, że jesteśmy gdzieś na plaży.
- Dobra, już.
Odwróciłam się. Zobaczyłam że jesteśmy na plaży, tak jak pomyślałam na początku, przede mną rozpościerała się ogromna tafla wody z pięknym słońcem, które właśnie zachodziło. Obok nas znajdował się wielki plażowy ręcznik, na nim ułożone serce z płatków róży, na piachu znajdowały się świeczki, a wszystko ubarwiał widok szampana.
Byłam pod wrażeniem.
- T-to dla nas? - zaniemówiłam.
- Tak, podoba ci się?
- Boże, Bill... nie wiem co powiedzieć. - złapałam go za rękę. - A z jakiej to...
- Rocznica od kąd się poznaliśmy. - spojrzał mi w oczy. No tak, ale byłam przekonana, że nasza rocznica była wtedy, gdy my byliśmy pokłóceni, no cóż, mój błąd. Zapomniałam po prostu.
- Zapomniałam. - spuściłam wzrok. Głupio mi było.
- Ważne, że ja pamiętałem. - załapał za mój podbródek i lekko uniósł moją głowę do góry, żebym widziała go. - To może usiądźmy, bo przegapimy cały zachód słońca. - zaśmiał się.
- Jasne.
Usiedliśmy na tym całym ręczniku, Bill otworzył szampana i nalał do kieliszków.
- Za nas. - wznieśliśmy toast. Kaulitz zapalił świeczki. Miałam motylki w brzuchu, nigdy czegoś takiego nie czułam. Odwróciłam się żeby obejrzeć zachód słońca, przybliżyłam się do Czarnego, ten mnie objął i prawie leżąc oglądaliśmy jak wielka czerwona kula chowa się za linią horyzontu zmieniając kolor nieba na bardziej nocny.
- Bill... kocham cię. - powiedziałam odkręcając się do niego.
- Ja ciebie też. - przysunęłam swoją głowę go niego, całując go namiętnie. Czarny zmienił pozycję na leżącą, przygniatając mnie całym jego ciężarem. Zaczął całować moją szyję, a ja wplotłam ręce w jego włosy. Bill schodził niżej. Delikatnie podniosłam się a on ściągnął ze mnie kurtkę i później bluzkę. Uśmiechnęłam się do niego, serce waliło mi coraz mocniej.
Bill wrócił do tych czynności, na których skończył, delikatnie muskał mój dekolt, przejechał delikatnie kolczykiem po mostku, doprowadzając mnie do podniecenia. Z każdą sekundą schodził coraz niżej, aż w końcu zostałam w samym bikini.
Byłam bardzo rozpalona, tym razem ja ściągnęłam z niego kurtkę wraz z bluzką, wyglądał tak niewinnie, tak słodko. Ale na tym nie poprzestałam. Kaulitz leżał na plecach, a ja usiadłam na niego okrakiem. Obserwował dokładnie każdy mój ruch.
Nachyliłam się nad nim i zjechałam ręką w dół, trafiając na jego spodnie.
Z początku bawiłam się jego guzikiem, spoglądając na Billa, odpięłam go a następnie rozsunęłam suwak jednym zwinnym ruchem ręki. Ściągnęłam mu je trochę, nie do końca i siadając znów na nim poczułam że jego męskość staję się twarda. Otarłam się zwinnie, dawając chłopakowi więcej rozkoszy.
Kaulitz podniósł się, przekręcił mnie znów na plecy i rozpiął górę od bikini.
- Chcesz tego? - zadał pytanie.
- Jak niczego innego na świecie. - szepnęłam do ucha. Chłopak uśmiechnął się, a zaraz później reszta naszych rzeczy wylądowała obok nas.
Bill był bardzo delikatny i chwilę później staliśmy się jednym ciałem. Jęknęłam z rozkoszy. Czarny poruszał się z wyczuciem, a ja wbijałam paznokcie w jego plecy.
Szczerze mówiąc bałam się trochę, co może stać się jakiś czas po tej chwili, miałam na myśli wpadkę albo coś w tym stylu. Ale nie chciałam by coś takiego przerywało tą chwilę.
Ruchy Billa stawały się coraz bardziej agresywne, zastanawiałam się co w niego wstąpiło, ale nie powiem, podobało mi się to. W dole mojego brzucha poczułam narastające ciepło, które ogarnęło całym moim ciałem.
To była chyba najbardziej szalona rzecz jaką zrobiliśmy w tym miejscu, a co by było, gdyby komuś zachciało się na wieczorny spacer po plaży?
Powtórzyliśmy jeszcze wszystko, zmieniając pozycję, a kilkanaście minut później rozgrzani do granic możliwości leżeliśmy na ręczniku.
- To było wspaniałe. - podparłam się na ręce i patrzyłam w oczy Billa.
- To ty jesteś wspaniała. - położył rękę na moim ramieniu, zjeżdżając w dól i wyznaczając zarysy mojej talii. Ja tym czasem złapałam za ręcznik, okryłam nas i wtuliłam się w niego.
- Bill, nie wracajmy do domu, zostańmy tutaj na zawsze.
- No nie wiem czy miałbym siłę tutaj zostać. - zaśmiał się.
- Haha, nie bój sie, miałbyś. A my zostajemy tutaj na noc? - szepnęłam.
- A boisz się?
- Nie, z tobą nie boje się niczego. - Czarny pocałował mnie w czoło, a ja zamknęłam oczy.

Rano o świcie obudził mnie blask słońca. Był tak jasny, że bardzo raził w oczy. Wzrokiem szukałam Billa. Ten siedział z boku, ubrany do połowy i przyglądał mi się.
- Długo tak siedzisz? - zaśmiałam się.
- No, może z godzinę?
- I siedzisz tak i przyglądasz się? - owinęłam się w ręcznik.
- Tak. - na jego twarzy za widniał uśmiech.
Zebrałam swoje rzeczy.
- Odwróć się, chce się ubrać.
- Przecież cię widziałem nie raz.
- Bill... odwróć się. - powtórzyłam.
- No doobra. - chłopak zrobił jak mówiłam a ja szybko założyłam dół od stroju. Przy zakładaniu góry nie mogłam się obyć bez pomocy Billa.
- Mozesz mi zawiazać? - podeszłam do niego.
- Jasne. - Czarny zrobił to, a później złapał mnie w pasie i położył głowe na moim ramieniu. Położyłam dłonie na jego dłoniach.
- Skarbie, nie powinniśmy wracać?
- Teoretycznie tak, ale.... - spojrzałam na niego. Musnęłam jego aksamitne usta.
- Idziemy, żeby na policje nie zadzwonili.
Zebraliśmy resztę rzeczy i wróciliśmy do hotelu.

- Oooo kto tutaj wrócił. - dostałam powitanie od Alex.
- Yyy... ja?
- Gdzie byliście, coo? - dopytywała się.
- Nie twoja sprawa. - rzuciłam w nią moją kurtką a sama poszłam do łazienki.

~*~> C.D.N. <~*~

hahaha no comments pleas xD
dobra ja tu na chwilę, zaraz idę się uczyć tylko weszłam na chwilę na blog żeby dodać nową notkę jeszcze w tym miesiącu xD
Jutro odrobię wszystkie zaległości w czytaniu opowiadań :)


SkOmEnTuj ;]:* komentarze [33]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 60 <~*~
Datum: poniedziałek, 31 grudnia 2007
Uhr: 21:36:08
Wie viel Kommentar: 56
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Nagle doszedł do mnie głośny jak zwykle śmiech Alex. Nie wiedziałam o co jej chodzi, odkręciłam się i zobaczyłam... Billa w okropnych, czerwonych, wielkich jak po jego bracie, (oczywiście nie obrażając go) spodenkach? Jeśli w ogóle ta część jego garderoby mogła mieć zaszczyt nosić to miano.
Każdemu szczęka opadła. W dodatku związał swoje włosy, chyba nie muszę opowiadać jak wyglądał.
- Yyy.. Bill..? - zaczęłam podchodząc do niego.
- Ratujcie mnie, jak coś ja jestem adoptowany, Bill nie przyznawaj się ze mnie znasz! - krzyczał Tom.
- Tom zamknij sie! - warknęłam. - Bill, czy ty... żarty sobie robisz? - zwróciłam się do czarnego.
- Ale o co ci chodzi?
- No... - wskazałam na jego "spodnie".
- Nie odpowiadają ci?
- Nie. - złapałam go za rękę i przyprowadziłam z powrotem do pokoju hotelowego. Ludzie się na nas patrzyli jakby przyjechali turyści a'la hipisi do innego świata.
- Teraz mi pokaż twoją garderobę, jak ja ci czegoś nie wybiorę to nikt.
Kaulitz wskazał na szafę, w której była sterta ubrań. Myślałam że tylko dziewczyny na wakacje zabierają pół szafy. - No ładnie. - podeszłam i wybrałam pierwsze z brzegu, "normalne" szorty, które dawały się założyć na plażę.
- Masz, załóż to. - Ten wziął ode mnie rzecz i jak gdyby nigdy nic chciał zdjąć te czerwone.
- NIE! Poczekaj, ja może wyjdę.
- Dlaczego? Boisz się mojego wyposażenia?
- Tak, dokładnie. - powiedziałam. - A raczej jego brak. - to ostatnie wypowiedziałam ciszej.
- COOO?
- Nie nic, czekam na korytarzu, to właśnie powiedziałam. - wyszłam.
Nie musiałam długo czekać, Bill zaraz wyszedł z pokoju w swojej "plażowej kreacji".
- I jak?
- Całkiem inaczej, ale czekaj... - podeszłam do niego. Rozpuściłam mu włosy. - Ok, teraz możemy iść. - uśmiechnęłam się i wróciliśmy do reszty.

Następnego dnia wieczorem dostaliśmy zaproszenie, znaczy Jost dostał, bo oczywiście rozpoznali go, wielkiego producenta. Nie podobał mi się on, no może na początku, ale straciłam do niego sympatię.
Dlaczego?
Nie mam pojęcia. Coś mnie w nim odpychało, czułam i nadal czuję ze jemu zależy tylko na kasie. No cóż.
Więc dostaliśmy to zaproszenie do hotelowej restauracji (tak, wiem że daleko nie mieliśmy, ale oni płacili za to spotkanie) na jakąś kolację ze znanymi ludźmi z wytwórni płytowych, nie wiem po co im to i jeszcze z organizatorami koncertów.
- Dziewczyny, mam pytanie. Jak to sprawy "biznesowe", że tak powiem, my się na tym nie znamy, to po co mamy tam iść na kolację? - spytałam gdy wszystkie cztery byłyśmy w pokoju.
- Nie mam pojęcia, podobno mamy być jako ten no... yyy... a, towarzystwo.
- Alex, brawo... nie wiedziałam, po prostu teraz to mnie zaskoczyłaś, nie wiem co powiedzieć. - zaśmiałam się.
- No pytałaś się to ci odpowiedziałam.
- No tak, o tym Bill mi powiedział. A właśnie, macie jakieś suknie? Bo chyba w dżinsach nie wyskoczymy?
- Daria, z choinki się urwałaś? - Sylvia przewróciła oczami.
- Nie, z mahoniowego drzewa.
- Widzę właśnie, przecież jesteśmy na wakacjach, skąd mogłyśmy wiedzieć, że będzie taka "impreza"?
- No niby masz racje. Musimy zobaczyć jak chłopaki się ubiorą.
- Jak to jak? - spytałam. - Bill pewnie założy jedną ze swoich koszulek, do tego dżinsy, Tom to samo tylko trochę. - zaakcentowałam ostatni wyraz. - inny rozmiar, Gustav też nie będzie się stroił, a Georg pewnie założy tą koszulkę co miał tydzień temu, znaczy o tą przepoconą mi chodzi i spodnie. - wyszczerzyłam się, ale żałowałam tych słów, bo Sylvia rzuciła się na mnie z pazurami.

Jednak postanowiłyśmy zdecydować się na tą kolację. Byłam ubrana "normalnie" a jednak lekko elegancko, tzn, dżinsy i czarno-biała koszula. Nie tylko ja byłam tak ubrana, reszta założyła podobne rzeczy. Wyglądaliśmy jak dzieci z Kambodży, które nie mają sie w co ubrać, brakuje im stylu i muszą się ubrać tak samo. Albo nie, inaczej, wyglądaliśmy jak dzieci reformy pana Romana Giertycha, któremu nudziło się i wprowadził obowiązkowe mundurki w szkole. Istna kicha, ale przynajmniej nie wyskoczyłyśmy w bikini. Jeden plus. No i zachowywaliśmy się przyzwoicie. Znaczy do pewnego stopnia.
Nawet Georg nie śmierdział, znaczy można powiedzieć że po perfumował się.
- Pozwolą państwo, że przedstawię resztę naszej wesołej ekipy. - Jost zaczął. Zaraz, zaraz, czy my z cyrku przyjechałyśmy, że nazwano nas "Wesołą ekipą"?
- Daria, dziewczyna Billa, Alex, dziewczyna Toma, Sylvia, panna Georga i Sandra też dziewczyna Georga, a nie, przepraszam Gustava. - Boże, jaka siara, ostatni raz poszłam z tym pajacem na taką kolację. - po przedstawieniu usiedliśmy do kolacji. Najpierw ci faceci zamówili coś do picia, żeby na sucho nie rozmawiać, my z dziewczynami siedziałyśmy jak na szpilkach i uśmiechałyśmy się ciągle. Wyglądałyśmy jakby ktoś przykleił nam sztuczny uśmiech do twarzy.
- A wiec jesteśmy tu.. - tak, brawo, zdania nie zaczyna się od "a więc", zaczął Amerykanin sądząc po akcencie. Mówił łamanym niemieckim. - jesteśmy tu po to, by omówić sprawy dotyczące przyszłych planów na koncerty w Ameryce... - ciągnął facet, a ja nie słuchałam bo zakryłam się kartą ten no, "Menu".
Bill zauważył i opuścił kartę na dół. Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem.
Po kilkunastu minutach siedzenia, zobaczyłam, że Alex, która siedziała obok mnie.... usnęła.
Miała zamknięte oczy, podpierała sobie głową ręką. Szturchnęłam ją, a ta opadła na talerz, wydając dźwięk, że boli ją nos od stuknięcia pierwszego stopnia z talerzem. Zamknęłam jej w porę usta, żeby nie wydarła się.
- Yyy przepraszam bardzo, moja koleżanka źle sie poczuła, czasem ma takie napady. - zrobiłam prowizoryczny uśmiech, jakby nic się nie stało, a reszta wróciła do interesów.
Chwilę później przynieśli jedzenie i na chwile zamknęli się.

- Mamy w planach zrobienie kolejnego teledysku, pracę nad nim zaczniemy po powrocie do Berlina. Będzie to teledysk z udziałem naszych fanów, taki żeby pokazać jak bardzo są dla nas ważni. - przemówił Bill.
- Bardzo dobry pomysł, a możesz opowiedzieć szczegóły?
- Będzie to "Der letzte Tag" i nakręcimy do na dachu. Dokładnych planów nie zdradzę.
- Ale mam nadzieję, że to nie będzie wasz ostatni dzień i że zrobicie wielką trasę? - Amerykanin z łamanym niemieckim odezwał się.
- Nie no oczywiście, że nie. - Tom zaczął się śmiać.
Taaa oni niech sie pośmieją, my tu umieramy z nudów sądząc po twarzach dziewczyn. Sylvia przytakiwała ciągle, zgadzała się na wszystko o czym mówili. Udawała zasłuchaną, ciekawe czy gdyby powiedzieli, że Georg jest głupi jak but to czy by przytaknęła głową.
Dobra Daria, stop, odczep się od Georga. W końcu to taki sam człowiek jak inni, co można poradzić, że każdy robi sobie z niego żarty. To chyba dziedziczne po zespole.

- Dziękujemy bardzo za przyjęcie zaproszenia, to była wspaniała kolacja. - facet z doklejaną czupryną podał rękę Jostowi.
- Jeeee... konieeeec. - cieszyła się Alex. Oczywiście wyszeptała to, nie była to tego stopnia głupia, żeby zrobić z siebie idiotkę przed taką publiką.
- My też dziękujemy, cieszymy się, że mogliśmy odpowiedzieć na pytania. - Bill pożegnał się.
David wyprowadził gości z hotelu i wrócił do nas.
- Byliście wspaniali, dobrze że to wszystko wyszło w ten sposób.
- Taa, my też się cieszymy. - odpowiedziała Alex ziewając.
- A ty następnym razem to wypij jakaś kawę, albo weź zastrzyk z kofeiny, żebyś nie usnęła. - Tom objął brunetkę. Ta wtuliła się w niego i mało nie usnęła na stojąco. Boże, co ona w nocy robiła, że się nie wsypała?
Wróciłyśmy do pokoi hotelowych a że było późno, bez najmniejszych rozmów szybko zasnęłyśmy.
I tak minął kolejny dzień naszych wakacji. Nie chciałam, żeby chłopaki znowu wyjeżdżali, po tym co usłyszałam doszłam do wniosku, że wraz z wydaniem ich nowej płyty nie będą mieli w ogóle czasu dla siebie, że będą ciągle tylko koncertować, jeździć po różnych krajach.
Nie chciałam tego. Znaczy cieszyłam się z ich sukcesów, ale co z tego, jak będziemy razem jeszcze rzadziej niż do tej pory...?

~*~> C.D.N. <~*~

haha nie pozbyliście się mnie na długo, wracam już :D miałam ciężki semestr, za dużo tego wszystkiego spadło na mnie i nie mogłam pisać ale jestem.
A właśnie, małe sprostowanie.
koniec powiadamiania, czytania notek innych, bo jest powiadomienie, spamowania itp.
Piszę te notki dla siebie i dla kilku innych osób,
nie będę nikogo powiadamiać, nie zależy mi na komentarzach, chcę tylko tutaj pisać co się dzieje w mojej głowie, jak sobie wyobrażam życie z Tokio Hotel i tyle.
Kogoś uraziłam? Sorry bardzo.
A i jeszcze jedno. Zaszły zmiany imienia "Monika" na "Alex".
Nie chce mi się poprawiać w innych notkach i zostanie na razie tak jak jest.
Możliwe że będę odwiedzać wasze blogi jak mi czasu starczy, jak nie - nie pierdolić mi.
Pozdrawiam ♥
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [56]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 59 <~*~
Datum: sobota, 6 października 2007
Uhr: 19:44:09
Wie viel Kommentar: 80
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Gdy Sandra zasnęła w pokoju, Sylvia poszła do Gustava pogadać na jej temat. Nie wiem czy cokolwiek załatwi ale spróbować.... niby warto.
Natomiast ja z Moniką poszłyśmy dokończyć nasz spacer po okolicy.
Kawałek dalej od hotelu znalazłyśmy piękną plażę z krystalicznie czystą wodą. Były tam również sklepy z rożnymi rzeczami z drewna i innymi, pamiątki i w ogóle.
- Monia, patrz! - wskazałam na budynek na którym widniał napis "Studio tatuażu i kolczykowania".
- O właśnie! Zawsze marzyłam by zrobić sobie tatuaż!
- A ja marzyłam o kolczyku w pępku. Idziemy?
- No jasne!
Weszłyśmy do tego studia, było bardzo dziwne, nie takie jak te nasze, europejskie. Rozdzieliłyśmy się, Monia poszła w prawą stronę do tatuaży, a ja poszłam na lewo do kolczykowania.
Dogadałyśmy się z lekkimi problemami, ale całe szczęście że jednak się to udało. Miła kobieta po 30 zaprosiła mnie na krzesło, czułam się jak u dentysty, tylko tym razem musiałam się położyć. Babka pokazała mi jakim rodzajem chciałam mieć przekłuty pępek. Wybrałam oczywiście tradycyjny sposób.
Kobieta założyła rękawiczki, wzięła przyrządy i zabrała się za robotę.
Nie chciałam na to patrzeć, wolałam pomyśleć i czymś innym, żeby nie bolało mnie. Zabieg trwał chwilę, zaraz później w pępku miałam śliczne, niebieskie cudo. Nawet fajnie to wyglądało.
- Gotowe. Tylko przez cały tydzień nie podrażniaj tego i przemywaj. - poinformowała mnie kosmetyczka.
- Jasne. - zapłaciłam i wyszłam. Musiałam jeszcze trochę poczekać na Monię. Usiadłam w poczekalni i wzięłam jakąś gazetę do poczytania.
Chwilę później wyszła, widać było na jej twarzy zadowolenie.
- No pokaż co sobie zrobiłaś. - zwróciłam się. Dziewczyna podniosła trochę bluzkę do góry i na brzuchu widniało śliczne serce. - Fajny. -- pochwaliłam.
- No, ale to henną jest, przestraszyłam się krzyków osoby przede mną.
- Haha nie no spoko, ale dobrze to wygląda.
- Wiem. A ty jak tam?
- Śliczny kolczyk jest w pępku. - pochwaliłam się nową zdobyczą.
- Zajebisty. - pochwaliła.
- Dzięki. Dobra, to wracamy do reszty, pochwalić się?
- Jasne.
Szybkim krokiem opuściłyśmy budynek. W drodze powrotnej mało nie zgubiłyśmy się, całe szczęście że hotel w którym zatrzymaliśmy się jest niedaleko charakterystycznej plaży. Przy pomocy ludzi doszłyśmy na miejsce.
Na początek spotkałyśmy Sylvię i pochwaliłyśmy się jej.
- Wariatki. - odpowiedziała jednym słowem. Ale szczerze mówiąc była trochę zła na nas, że nie wzięłyśmy jej z nami do miasta. Musiała siedzieć pół dnia z Sandrą, która nie dość że była pod wpływem procentów, wybrała bardzo dobry sposób na rozładowanie napięcia, chciała utopić smutki w alkoholu, to Georg poszedł gdzieś z Gustavem. Nie, jak i Gustav się upije to uciekam stąd pierwszym lepszym samolotem.
- Musicie tak krzyczeć na korytarzu? - ze swojego pokoju wyszedł Tom. Monia od razu go dorwała, musiała się w końcu pochwalić nową zdobyczą. Tom był nawet zadowolony, cieszył się, bo dziewczyna teraz będzie chciała pokazywać tatuaż to będzie musiała z odkrytym brzuchem chodzić.
Zastanawiam się tylko dlaczego drugi Kaulitz nie jest "normalny".
Właśnie, o wilku mowa. Chwilę później Bill znalazł się obok nas. Spojrzał się na mnie, po czym zaczął rozmowę.
- Daria, możesz na chwilę?
- Nie wiem, muszę iść bo jakąś kurtkę, bo jeszcze ktoś mnie poderwie. - chciałam się odwrócić, ale czarny złapał mnie za rękę i zaciągnął do pokoju.
- Przepraszam bardzo panie Kaulitz, ale takie coś jest niedopuszczalne. Może słyszałeś o przemocy? Niekoniecznie w rodzinie, bo nie jesteśmy aż tak blisko spokrewnieni... - urwałam. Bill podszedł do okna, po czym odkręcił się w moją stronę. Czekałam na to co chce mi powiedzieć.
- Daria, przepraszam. Wiem ,zę jestem idiotą, ale po tym co było... kiedyś, nie mogę przestać myśleć że mógłby cię mieć ktoś inny, ktoś inny podrywać.
- Nie ufasz mi? - czyżby powrót z przeszłości? Los znów się odwraca, zataczając okrąg ku przeszłości?
- Nie, to nie tak, po prostu jestem...
- Jesteś?
- Zazdrosny, nie będę tego ukrywał. - podszedł bliżej.
- Kochanie, przecież wiesz, nikogo innego nie pokocham jak Ciebie, nie musisz być zazdrosny. - stanęłam przed nim i uśmiechając się przejechałam ręką po aksamitnie gładkim policzku. Kaulitz położył swoje ręce na moje biodra i widziałam w jego oczach że ulżyło mu po tym co usłyszał.
- Dziękuję ci. - przybliżył głowę.
- Za co? - obserwował moje usta, byliśmy tak blisko, że czułam jego ciepły oddech na mojej szyi.
- Że jesteś tu ze mną. - musnął moje usta. Niewinny pocałunek, niewinne muśnięcie przemieniło się w bardziej romantyczny, cofnęliśmy się trochę do tyłu i siadając na łózko...
- Ałł - syknęłam, łapiąc się za brzuch i kończąc tą wspaniałą chwilę.
- Co się stało? - zdezorientowany chłopak patrzył na mnie.
- Bo ja... jeszcze ci nie powiedziałam, że...
- Że co?
- no że... no... dzisiaj byłyśmy na mieście z Moniką i... przechodziłyśmy obok studia, wiesz takie tam kolczyki i tatuaże no i nie mogłam się obejść żeby nie wejść tam i zrobiłam sobie kolczyk w pępku. - podniosłam bluzkę do góry, pokazując Billowi moją nową zdobycz.
Kaulitz spojrzał na mój brzuch, po czym na mnie i znowu niżej. Myślałam że zaraz mi coś powie na ten temat.
- Oh, sorry, widzę ze przeszkadzam. - W pomieszczeniu pojawił się nie kto inny, jak kochany bliźniak, Tom.
Nie mam pojęcia co on sobie pomyślał i nie chcę wiedzieć. Siedziałam tyłem do drzwi wejściowych na łóżku, Billa chyba. Ten z kolei był blisko mnie, a ja podniosłam bluzkę żeby pokazać mu kolczyk. Oczywiście nie całą.
Pewnie to dziwnie wyglądało, ale trudno się mówi. On nie jest lepszy, nie wspomnę co robił z Moniką kilka dni temu.
Mimo tego zaśmialiśmy się z Billem i dodał, że kolczyk mu się podoba. Uff, całe szczęście.
Może wyjdzie kolekcja kolczyków do pępka z Tokio Hotel? Włożę sobie kolczyk z podobizną Billa i będzie zawsze przy mnie. Ha, w jakim miejscu, centralnie pod bluzką. Dobra, koniec tego.
- A Tom to zawsze musi wejść wtedy kiedy nie potrzeba. - oburzył się Bill.
- Nic nie robiliśmy. - wystawiłam język.
- No nic, wcale. - rzucił we mnie poduszką.
- Dobra, koniec. - zaśmiałam się. - A swoją drogą, wiesz ze mamy wakacje? Może byśmy gdzieś wyszli, bo ja nie mam zamiaru siedzieć całe 2 tygodnie w pokoju hotelowym.
- Jasne, właśnie mieliśmy iść na plażę. - wyszczerzył się.
- Na plażę? A mogę iść ubrana jak chcę?
- Tak. - kiwnął głową.
- Dzięki za pozwolenie, już myślałam, że będę skazana na noszenie kurtki w taki gorąc. - spojrzałam w górę gdy to mówiłam. - A właśnie, a ty będziesz w długich spodniach na plaży?
- No oczywiście, że nie. - podniósł brew do góry, robiąc swoją słynną "cwaniacką minę".
- Nie? A to nowość, ciekawa jestem jak będziesz wyglądał w swoich seksownych kąpielówkach. - zaśmiałam się i wyszłam z pokoju. Ten chciał już coś dopowiedzieć, ale niestety nie zdążył.
Tak, zero refleksu.

- Daria, słuchaj, ja nie chciałem ten no, tamten yyy... przeszkadzać w no... - Tom się jąkał. Gdybym nie znała go, to bym pomyślała, że przytoczył się do mnie chłopak, któremu procenty zaszkodziły, jak naszej kochanej koleżance, która teraz jęczała, że ją głowa boli.
- Nie no Tom, nie ma sprawy.
- Ale serio?
- Serio, serio, dobrze że nie przyszłeś 5 minut później, bo byś miał niezłe kino.... - spojrzałam na paznokcie.
- O Boże! Serio? Jaki palant ze mnie, następnym razem kupię sobie zegarek i....
- Tom przestań! Żartowałam! Do niczego by nie doszło.
- Jasne. A właśnie, znając mojego braciszka to masz rację.
- Co masz na myśli? - spytałam.
- Nie, yyy nic. - Chciał odejść ale złapałam go za rękę.
- Na pewno? - powtórzyłam pytanie, badając go wzrokiem.
- Tak! - odpowiedział chlapiąc mnie wodą. Nie darowałam mu tego, musiałam mu odpłacić robiąc to samo.

~*~> C.D.N. <~*~

Nowa notka
Tak i proszę mi nie pierdolić dlaczego tak późno, dlaczego nie dodaje ich często i w ogóle.

Pierwszy powód to szkoła.
Nie mam na nic czasu, w tym tygodniu mam 7 sprawdzianów.
drugi powód to też szkoła, nie chodzę do gimnazjum jak 80% fanek TH i mam masę nauki.
Miejcie w szkole 18 przedmiotów to pogadamy.
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [80]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 58 <~*~ und 18-stka Billa <33 i Toma.
Datum: sobota, 1 września 2007
Uhr: 00:00:28
Wie viel Kommentar: 72
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

- Ale jestem podekscytowaaaaany. - Georg zrobił wielkie oczy. Siedzieliśmy właśnie w samolocie, który miał nas "przywieźć" na miejsce.
Był to prywatny samolot, oczywiście TH po odniesieniu swoich sukcesów mogli sobie na to pozwolić. Siedziałam na podwójnym siedzeniu z Billem, za nami Tom z Moniką, w dziwnie wesołym humorze, Sylvia spała na ramieniu Georga, który oglądał widoki za oknem, a Sandra z Gustavem, najspokojniejsza para z całej naszej paczki nie odzywali się. Możliwe że coś się między nimi popsuło, po wylądowaniu pogadam z nią.
- Nie Tooom! - usłyszałam śmiech Moniki.
Starszy Kaulitz założył słuchawki od swojego MP4 na uszy i zaczął rapować. Nie muszę dodać, że robił to w bardzo hmm... specyficzny sposób, wprost komiczny.
Wszyscy spojrzeliśmy się na niego i wybuchliśmy śmiechem. Odrazu atmosfera w samolocie poprawiła się.
- Ja idę spać, nie wyspałam się. - mówiąc to położyłam głowę na ramię Billa i zasnęłam.

Obudziłam się jakiś czas później, przynajmniej nie przespałam całej podróży jak to ja.
- Oo obudziłaś się. - czarny się uśmiechnął.
- No kiedyś musiałam, dość miałam ciebie w snach. - na mojej twarzy za widniał uśmiech.
- To mam dla ciebie zła wiadomość, będziesz musiała mnie oglądać przez dłuuugi czas. A swoją drogą, co ci się śniło?
- Nie powiem, nie dla dzieci. - walnęłam go w ramię.
- Tak?
- Tak. - wystawiłam język, a kątem oka zobaczyłam, że Sandra idzie do łazienki. - Wiesz, Bill, ja.... pójdę na chwilę do łazienki. - Czarny złapał mnie za biodra.
- Ale przyjdź zaraz.
- Dobrze, puść. - przeszłam obok niego, po czym szybko zniknęłam za drzwiami łazienki. Zobaczyłam, że Sandra siedzi skulona przy ścianie, z nogami podwiniętymi do siebie.
- Sandra, co jest? - uklęknęłam obok niej.
- Nic nie jest. - odkręciła głowę.
- Widzę przecież, do tego stopnia ślepa nie jestem. - nie dałam za wygraną.
- Daria, ja nie mogę na to wszystko patrzeć. Nie mogę patrzeć na ciebie, na Billa, na Monikę i resztę, wszyscy jesteście tacy radośni a ja?
- Ale co jest? Coś nie tak z Gustavem?
- Nie wiem. Wiesz... Gustav już mnie nie pociąga jak kiedyś, nie wiem czy coś jeszcze do niego czuję. - zaszokowała mnie tym co przed chwilą powiedziała.
- Ale jak to nie wiesz czy coś do niego czujesz?
- No bo on jest zawsze taki spokojny, nudzi mnie to.
- Wariatko, co ty gadasz?! Wolałabyś żeby Cię bił albo wyzywał? Za spokojny, nie rozumiem co chcesz przez to powiedzieć. On taki jest i Ty dobrze o tym wiedziałaś decydując się na ten związek.
- Ale..
- Wiesz Sandra, możesz być tylko dumna z tego, bo nie wiele dziewczyn może mieć Gustava a ty jeszcze zaczynasz rozpaczać bo on jest spokojny.
- Wiem, że nie każda może go mieć.
- Może porozmawiaj z nim, opowiedz mu co ci nie pasuje w nim to może się zmieni? Tylko zrób to delikatnie.
- Nie będę z nim rozmawiać. Co? Podejdę. Słuchaj Gustav, nie obraź się ale jesteś za nudny, możesz coś z tym zrobić?
- Bardzo śmieszne.... jak nie chcesz to nic nie rób, masz racje. Siedź tutaj cały czas.
- Żałuję że jestem tutaj i jadę na te cholerne wakacje.
- To kurwa wracaj do domu jak ci nie pasuje! Na lotnisku kupimy ci bilet powrotny. Ja chciałam ci pomóc, ale niepotrzebnie sie wtrąciłam w twoje sprawy. - wyszłam trzaskając drzwiami. Wróciłam do Billa i reszty.
- No nareszcie, myślałem, że gdzieś...
- Bill zamknij sie, odkręciłam się w drugą stronę.
- Jak sobie życzysz.
Nie powinnam się tak do niego odzywać, w końcu on nic nie zrobił. Atmosfera w samolocie znowu się pogorszyła. Sandra wyszła z łazienki po kilkunastu minutach. Widziałam jak Gustav pyta się Sandry co się dzieje a ta nic mu nie odpowiedziała. Po prostu usiadła na swoim miejscu.
Nie wiem co z tą dziewczyną się dzieje, z radosnej pełnej życia nastolatki zmieniła się w ponurą, szarą istotę. Dobra, jej wybór ja już więcej nie spytam się jej o ich życie.

Godzinę później, gdy nie wiedziałam już co mam robić, widoki za oknem mnie nie interesowały a w dodatku obok mnie siedział Bill, który nie odezwał się ani słowem do mnie.
- Bill... - zaczęłam i spojrzałam na niego. Chłopak się nie odezwał. - No nie gniewaj sie. - dalej sie nie odzywał, tylko spojrzał na mnie. - dobra, no to zobaczymy jak długo wytrzymasz. - położyłam rękę na jego brzuchu i schodziłam powoli niżej. - Za bardzo wziąłeś sobie to do serca, przecież wiesz, że nie chciałam żeby to tak zabrzmiało, a poza tym... - cofnęłam rękę, po czym znowu powtórzyłam czynność.
Nagle samolot zrobił dziwny ruch, rzuciło mnie trochę w bok, na Billa.
- Aaaaa. - jęknął Bill, po czym złożył nogi. Przez ten rzut do przodu niechcący.... złapałam Billa za jego klejnoty. - dobra kochanie, nie tutaj. - zaśmiał się.
- Wcale nie chciałam, nawet przez myśl mi nie przeszło żebym to zrobiła. - szybko odsunęłam rękę. - A poza tym mógłbyś sie spytać....
- Proszę się nie martwić, przez przypadek natrafiliśmy na turbulencję, już wszystko jest dobrze. - poinformował nas pilot komunikatem nadanym z głośników.
- ...co się stało. - dokończyłam.
- Następnym razem proszę lżej. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne.
- Dobra, a tak poważnie, co się stało że taka wkurzona wyszłaś?
- Ehh.. nic... po prostu niepotrzebnie wtrącam się w czyjeś sprawy i nie wychodzę na tym najlepiej.
- Czyli?
- Nie Bill... to nie nasza sprawa. Zmieńmy temat. Kiedy będziemy na miejscu?

Lot był jeszcze długi i nudny. Pół drogi przespałam, reszta też była zmęczona tą podróżą.
Na Malediwach byliśmy wieczorem. Na lotnisku czekała na nas taksówka, która zawiozła do hotelu, w którym mieliśmy spędzić dwa tygodnie wakacji. Miły pan wraz z pomocnikami mimo późnej godziny wnieśli nasze rzeczy na górę.
Jost zarezerwował nam pokoje dwuosobowe. Pod jednym warunkiem, że chłopaki śpią osobno, my osobno. No ładnie.
Trafił mi się pokój z Moniką, Sylvia z Sandrą. Reszty nie wiem bo nie pytałam.
- Przebieraj sie, idziemy pozwiedzać okolicę. - zakomunikowała rano Monia.
- Co? Już? Dobra, daj mi 10 minut. - poszłam do łazienki, założyłam górę od bikini, białą, krótką spódniczkę, japonki i mogłyśmy wychodzić.
Teoretycznie mogłyśmy już wyjść, bo na korytarzu spotkałyśmy Billa.
- O... mój... Boże... - szczęka mu opadła. - Daria, ty chcesz tak wyjść?
- Za grubo w tym wyglądam?
- Nie no, świetnie wyglądasz, tylko jak jakiś gość będzie chciał cię poderwać?
- Weź, przestań. Idziemy.
- Nie! Czekaj, Daria.. Weź może jaką bluzkę załóż...
- Po co mi?
- Bo... - nie dokończył, bo z pokoju jego i Toma, wyszedł właśnie Tom. Bill stanął tak, żeby mnie zasłonić jakbym była naga.
- Bill co ty tak sie gimnastykujesz? - zaśmiał się starszy Kaulitz.
- Właśnie Tom, weź może pójdź gdzieś z bratem, bo nie pozwala mi iść. - wyminęłam go. Tom się spojrzał to na mnie, to na Monikę.
- O kurna...
- Ja pierniczę, spojrzałam się na Monikę. - Zaraz wracam. - poszłam do pokoju, założyłam top i dopiero teraz wyszłam.
- Ej no tamta wersja bardziej mi pasowała. - zaśmiał się Tom, po czym dostał w ramię od Moniki.
- Mogę tak iść, czy mam jeszcze kurtkę założyć? - zwróciłam się ironicznie do Billa. Czarny spojrzał się na mnie, widać był zakłopotany, trochę zły na siebie i wyszłyśmy z hotelu.

Przy hotelu znajdował się wielki basen. Nie wiem po co im basen jak kilka kilometrów dalej była plaża, ale ok. Może taki chwyt reklamowy.
W pobliskim barze znalazłyśmy Sylvię i Sandrę. Ta druga widać było, że jest już trochę podpita, ledwo wylądowaliśmy tutaj, a ta z rana jest już podpita? Coś mi nie pasowało, nie odezwałam się do niej, co mnie to obchodzi?
- Cześć, yyy... Sylvia, weź ją może do pokoju zaprowadź, ona nie powinna już więcej pić. - Monika zauważyła.
- Nic mi nie jest... - Sandrze plątały się słowa.
- Jasne, idziemy. - pomogłyśmy Sylvii zaprowadzić nietrzeźwą koleżankę do pokoju hotelowego.

~*~> C.D.N <~*~

Geburtstag!
Dzisiaj jest ten dzień, na który bliźniaki czekali całe życie ;-)
1.09. to będą chyba ich najbardziej pamiętne urodziny ;-) chłopaki mają 18 lat, zaczęłam ich słuchać jak Bill i Tom mieli po 16 lat, szybko te dwa lata zleciały.

Also Jungs, ich wünsche euch alles gute zum Geburtstag, viele Erfolge und ich hoffe, ihr kommt schnell nach Polen ;-)

Des Wunsches für euch:
guckt für sich selbst nicht,
geht kühn durch das Leben,
kontrolliert eure Wunsch,
verdient Geld,
ignoriert ihr Spritzen,
vermeidt Betrüger,
beobachtet ihr die Regeln,
verlasst ihr sich auf sich selbst, aber vor allem, zeigt ihnen für jeden!

Des alles wünschen: Danu$, und alle fans ;-)



<33
Wir lieben euch <3


Urodziny Gustava!
8.09.2007r


Gusti, alles gute zum Geburtstag <33 ;*
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [72]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 57 <~*~
Datum: piątek, 24 sierpnia 2007
Uhr: 15:13:35
Wie viel Kommentar: 110
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Wzięłam krótki prysznic, żebym tylko nie lepiła się od tego soku i znalazłam w łazience ręcznik. Pozwoliłam sobie go wziąć i owinęłam się. Nie wiedziałam natomiast co mam zrobić z ubraniem, które nie wyschnie mi, żebym mogła swobodnie wrócić do domu.
- Bill! - wyszłam z łazienki i zawołałam go. Ten przyszedł, już doprowadził się do porządku.
- Myślałem że nigdy z stamtąd nie wyjdziesz. - zaśmiał się. - a swoją drogą, seksownie wyglądasz... w ręczniku mojego brata....
- To ręcznik Toma? Pożyczyłam go. Na chwilę. - wystawiłam język.
- Jasne, ale mojego jakoś znaleźć nie mogłaś, tylko tego ułoma.
- Boże, Bill, nie histeryzuj. Lepiej pożycz mi jakąś bluzkę, bo w rzeczach Twojego brata bym się utopiła.
- Trudno, pożycz sobie od niego. - skrzyżował ręce na piersiach.
Dobra, jak on tak pogrywa, to ja też, tylko zobaczymy kto pierwszy zmięknie.
- Dobra, Bill, to idę. - zrobiłam krok w kierunku sypialni Toma, gdy nagle złapał mnie za rękę i przytrzymał.
- Dobra, chodź. - uśmiechnął się.

Zeszliśmy na dół, doprowadzeni do porządku, Bill dał mi jakąś bluzkę, która niestety była troszkę za ciasna w biuście. No trudno, jakoś przeżyje.
Było już grubo po 2 w nocy, Sandra musiała iść do domu, Gustav smutny spał na kanapie, Georg chrapał obejmując Sylvię. Szkoda mi jej, żeby chłopak chrapał do.. ucha? hmm... musi go tego oduczyć.
Monikę i Toma wcięło, nie wnikam gdzie i po co. A ja z Billem siedziałam w kuchni przy herbacie rozmawiając.
- Daria, słuchaj, to może ja pogadam z twoimi rodzicami, pokażę im się z jak najlepszej strony i może przekonają się do mnie?
- Wiesz... może to i dobry sposób... ale sama nie wiem. - wzięłam łyk herbaty.
- Jutro wpadnę do ciebie, znaczy do twojej mamy, pogadam.
- Haha zobaczymy - wystawiłam język. - Dobra skarbie ja zaraz chyba będę się zbierać do domu, nie wiem o której moja mama wraca, a jak zastanie mnie w twojej bluzce to chyba by mnie prześwięciła i w zakonie zamknęła.
- To ja też bym wstąpił do zakonu - zaśmiał się.
Kilkanaście minut później, około 4 nad ranem kierowca Kaulitzów odwiózł mnie do domu. Bill bał się puszczać mnie samej i musiał pojechać razem ze mną.
Pożegnałam się i weszłam do domu. Było strasznie ciemno, pokoje oświetlały tylko blaski latarni z ulicy.
Poszłam na górę, do pokoju, przebrałam się w koszulę, bo chciałam przynajmniej do godziny 9 sobie pospać. W końcu nie zmrużyłam oka. Na koniec jeszcze wtuliłam się z bluzkę Kaulitza, może to i głupie, ale w końcu jego bluzka, jego zapach, odrazu robiło mi się milej.
Usnęłam szybko, byłam bardzo zmęczona dzisiejszym dniem. Na dodatek myślałam o tym, jak Bill tu przyjedzie i zacznie dialog z moją matką.
Ciekawa jestem czy wyrzuci do odrazu za drzwi, czy porozmawia? Mam nadzieję, że nie będzie dla niego niemiła i wybierze tą drugą opcję.

- posłuchaj młody człowieku, to, że wyglądasz jak wyglądasz i jesteś kim jesteś bardzo źle wpływa na Darię, powinieneś to zrozumieć.
- Ale proszę pani, jestem normalnym nastolatkiem, ja rozumiem, moja sława może źle na nią wpływać ale proszę dać nam szansę. - Z dołu dobiegała rozmowa, oczywiście czarnego i mojej mamy.
- Dać szansę? Wam? Chyba żartujesz.
- Ale...
- Dlaczego mam dać wam szansę?
- Bo się kochamy, bo to prawdziwa miłość, której w życiu nie spotkałem. Daria jest dla mnie kimś bardzo ważnym, nigdy nie chciałbym jej skrzywdzić, nawet nikomu bym nie dał. Kocham ją, a ona mnie, to chyba jest najważniejszy powód.
- Bill... - moja matka pierwszy raz od jakiegoś czasu powiedziała do niego po imieniu i w takim tonie. - ... jesteście młodzi, jeszcze życia nie znacie, ja wiem, też byłam młoda i nie pozwalano mi się spotykać z kim zechcę... - ucichła.
- Ale proszę pani, ja nie proszę narazie pani o rękę Darii. - w tym momencie matka się zaśmiała. Ona się zaśmiała?
- Wiem, dobra, niech Ci będzie, tylko ostrzegam. Skrzywdzisz ją, to będziesz miał ze mną do czynienia.
- Niech pani sie nie martwi, nigdy tego nie zrobię.
- Widzę, że naprawdę ją kochasz, no cóż, nie będę stawać na szczęściu innych. - nie wierzyłam, moja mama powiedziała coś takiego, poczułam że kamień spada mi z serca.
- A, i jeszcze jedno... czy pozwoli pani na wyjazd? Chcę zrobić Darii niespodziankę, ona nie wie jeszcze o wszystkim.
- Ale jak? Ty i ona? Sami?
- Niee... proszę się nie martwić, cały zespół będzie i Sylvia z Moniką i Sandrą, jak w tamtym roku.
- No... nie wiem... - Bill patrzył na nią maślanymi oczami, każdej nawet najbardziej surowy człowiek by zmiękł. - Dobra, niech będzie. A gdzie jedziecie? - w tym momencie chciałam podsłuchać miejsce ale Bill chyba wyszeptał je, bo nie słyszałam. No trudno, ale modle sie żeby matka sie zgodziła, 2 tygodnie, tylko ja i on, znaczy oni.
- 2 tygodnie? No... dobra, tylko pamiętaj.
- Jasne, nie ma sprawy, dziękuję pani. A teraz mogę iść do niej?
- Oczywiście, idź, a ja muszę się przyszykować do pracy.
- Dowidzenia i jeszcze raz dziękuję.
- Do widzenia. - usłyszałam kroki Bill to szybko odsunęłam się od drzwi, pobiegłam do łazienki, żeby sie trochę ogarnąć, przecież on zaraz tu wejdzie, a ja beznadziejnie wyglądam.
Zrobiłam poranną toaletę i wyszłam.
- Cześć kotku. - odrazu podleciał do mnie, całując w policzek.
- Yy.. cześć, a co ty taki wesoły? - udawałam, że nic nie wiem.
- Słuchaj, byłem tutaj od rana i rozmawiałem z twoją mamą. Opowiedziałem jej o tym i tamtym i przekonałem.
- Nie wierze. - mimo wszystkiego byłam szczęśliwa, bo mama postanowiła zaufać Billowi, nie wiem skąd u niej w głowie narodził się taki brak szacunku, nie wnikam w to. - Cieszę się. - pocałowałam go w usta. Chwilę później Bill zaczął znowu mówić. Boże, on nie da nacieszyć się chwilą.
- Słuchaj Daria, bo my...
- Co wy...?
- Daj dokończyć. Bo David załatwił nam... wakacje... no i pojechałabyś z nami?
- Z tobą wszędzie. - uśmiechnęłam się. - A... gdzie to jest?
- Dokładnie nie wiem ale chyba coś o Malediwach mówił... - Zrobił wielkie oczy, rozmarzył się chłopak, w końcu nigdy tam nie był, a o mnie nie wspominając.
- Jasne, że pojadę, już powiedziałam, z tobą wszędzie. - zbliżyłam swoją twarz do niego. - A co będziemy tam robić?
- Wiesz... jest dużo opcji, które trzeba tylko wprowadzić w życie... - spojrzał na mój dekolt, po czym przejechał palcem po guzikach, chcąc je odpiąć.
- Nie, Bill, nie tutaj i nie teraz. - odsunęłam jego rękę.
- Nie no, rozumiem. - spojrzał na mnie.
- Po prostu nie chce, żeby może moja mama weszła.
- No jasne, nie tłumacz się.
- Bill...?
- Tak? - czarny podniósł wzrok.
- Zły jesteś bo...
- Nie no nie jestem zły. - uśmiechnął się i delikatnie musnął moje usta.
- A mogę zadać Ci pytanie?
- Jasne, słucham.
- Kto cię zboczył? - ten spojrzał na mnie, po czym wybuchnął śmiechem.
- Ty mnie zobaczyłaś. - rzucił sie na mnie łaskocząc mnie. Odpychałam go jak mogłam ale był silniejszy, sama zresztą też się śmiałam, brakowało mi ostatnio śmiechu. Nie wiem jak on to robi, ale zawsze gdy się pojawia w moim życiu wszystko staje się wyraźniejsze, wszystko nabiera barw.
- Dobra, przestań. - usiadłam z powrotem na łóżko. - Słuchaj, jaka była moja mama rano? - przypomniało mi się o tym jak zachowywała się na zakupach.
- Hmm... trudno powiedzieć, najpierw była wesoła, ale gdy przyszedłem to humor jej minął.
- A nie zauważyłeś czegoś dziwnego?
- Znaczy wyglądała jakby balowała całą noc, a dlaczego się pytasz?
- Nie nic, po prostu sprawdzam...
- Dobra skarbie, ja się zmywam, zrobiłem to co miałem do roboty, a ty się pakuj bo jutro jedziemy. - puścił mi oko.
- CO? Jutro? Szkoda że nie dzisiaj wieczorem...

Pakowanie, jak to pakowanie, wyszło mi więcej rzeczy niż powinnam wziąć, walizki trochę mi się nie domykały, ale jadę na Malediwy a nie na wakacje do ciotki. Trzeba było zabrać ze sobą wszystko niezbędne do normalnego funkcjonowania. W końcu nie codziennie jeździ się tam. Byłam bardzo podekscytowana, na samą myśl co tam będzie miałam motylki w brzuchu.
Dziewczyny też oczywiście miały jechać, przecież bez nich nie ruszylibyśmy się.
Mieliśmy spotkać się u... właśnie, gdzie? A, już wiem.
Kierowca chłopaków miał przyjechać po każdą z nas pod dom. Ustanowiłyśmy to razem z dziewczynami bo nie wyrobiłybyśmy się. W końcu musimy wziąć więcej rzeczy niż chłopaki.
Nie zdziwię się jak Georg weźmie tylko jedną koszulkę, chociaż nie... koszulki to on zmienia codziennie, ale spodnie?

Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, który oznaczał przyjazd. No, to w drogę.

~*~> C.D.N. <~*~

Ze względu, że ostatnio wzięłam się do roboty, tzn. zaczęłam pisać notki i mam 6 napisanych, tak więc dzisiaj dodaję newsa ;-)

Edit 25.08.2007r.
Zauważyliście, że "trochę" powiększyłam szablon? ;D
tak chyba lepiej wygląda ;-)

Robię porządek z Ulubionymi blogami. Usuwam wszystkie porzucone, tak samo robię z Księgą Gości.

A ja mam autograf Czesia a wy nieeee ;P
xD

SkOmEnTuj ;]:* komentarze [110]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 56 <~*~
Datum: niedziela, 19 sierpnia 2007
Uhr: 13:14:55
Wie viel Kommentar: 118
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Moja mama wyglądała super, pierwszy raz widziałam ją taką odstrojoną na imprezę z pracy. Nie było już czasu do podziwiania jej wyglądu, na moim telefonie widniało parę wiadomości od Billa i nieodebranych połączeń, w końcu miałam być u nich w domu kilka godzin wcześniej...
Gdy tylko matka zniknęła za drzwiami, usłyszałam dźwięk odjeżdżającego samochodu, pobiegłam szybko zrobić ostatnie poprawki w wyglądzie i wyszłam z domu.
Wzięłam taksówkę, bo dom bliźniaków był jednak kilka ulic dalej od mojego. Poganiałam kierowcę żeby jechał szybciej, była godzina 19:00 a mnie dalej nie było na miejscu.
- Niech się pani uspokoi, przecież tutaj jest ograniczenie prędkości! - facet nie wytrzymał, miałam wrażenie że jeszcze trochę a mnie wysadzi w połowie drogi i każe iść na piechotę. Wolałam się zamknąć.
- Dziękuję bardzo! - powiedziałam trochę z ironią, gdy płaciłam mu za przejazd.
- Następnym razem na piechotę idź. - facet rzucił bulwersem i odjechał.
- Co za cham. - zamruczałam pod nosem i prostując bluzkę zmierzałam do drzwi domu matki bliźniaków.
Zapukałam, drzwi otworzył mi Gustav.
- No nareszcie jesteś. - uśmiechnął się na powitanie. Gustav był typem prawdziwego przyjaciela. To do niego można było się zwrócić z wszystkimi problemami życia codziennego, on zawsze doradzi, pomoże i w ogóle. Prawdziwy wzór. Cieszyłam się, że jest ktoś taki jak on.
- Miałam małe problemy. - podeszłam całując go w policzek na powitanie.
- Nie no jasne, chodź, wszyscy już są. - zaprosił mnie gestem ręki.
Weszłam do salonu, który był "okupywany" przez resztę.
- Chyba komuś trzeba kupić zegarek. - Tom się zaśmiał na mój widok.
- Bardzo śmieszne. - wystawiłam język po czym przywitałam się ze wszystkimi. Na końcu podeszłam do Billa.
- Przepraszam za spóźnienie. - złapałam go za kurtkę. Ten to dziwny jest, wiosna, lato jesień albo zima a on dalej chodzi w tych swoich kurtkach. Chociaż wyglądał w nich strasznie seksownie, to trzeba przyznać.
- Nie ma sprawy. - Czarny złapał mnie w psie, przyciągnął i pocałował. Gdy skończył, odeszliśmy trochę dalej.
- Daria, miałaś...
- ... ochrzan? - dokończyłam.
- Tak. Bo wiesz, ja może nie powinienem wtedy...
- Cii... nie mów nic. To nie Twoja wina. Nic nie robiliśmy przecież. - zaśmiałam się.
- Haha. - wystawił język. - No ale co ci mama mówiła? Nie lubi mnie, prawda?
- Bill, to nie tak. Po prostu moja mama jest... inna. Nie rozumie prawdziwej miłości i dlatego tak się zachowuje. Ale... - spuściłam głowę.
- Zabroniła ci się ze mną spotykać, tak?
- Znaczy nie powiedziała tego. Ale ja i tak będę robić to co mi się podoba.
- Jasne. - Na jego twarzy widniał uśmiech, ale widocznie chłopak bał się, że przez moją matkę wszystko może się skończyć, ja też się tego bałam, nie ukrywam.
- Dobra, koniec czułości, idziemy film oglądać! - wykrzyczał Georg, że mało nie spadłam z kanapy.
- Debilu, zwariowałeś?- Bill krzyknął.
- Nie jestem debilem.
- Jesteś, ludzi straszysz! Jakbyś nie umiał powiedzieć: Zapraszam szanownego i bardzo uzdolnionego wokalnie Billa Kaulitza, wraz z jego dziewczyną na seans filmowy. Wtedy bym się zastanowił czy mam iść a takim krzykiem stanowczo mówię nie.
Gdy skończył przemowę spojrzeliśmy na niego jakby przyleciał z innej planety, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
- A właśnie, Bill gdzie jest Twoja mama?
- Yy... musiała iść do szpitala.
- Co?! - zaskoczył mnie.
- Nie no ale nic jej nie jest, po prostu musiała iść bo moja ciotka Mary tam jest no i takie tam... - powiedział obojętnie.
- Aha... Dobra, to idziemy. - uśmiechnęłam się.
Chłopaki postanowili zrobić sobie seans filmowy. Wszyscy byli za.
- Dobra, to którego pornola oglądamy? - Tom wypalił.
- Pornola to ci zaraz zrobię! - Monika nie mogła się powstrzymać by tego nie powiedzieć.
Spojrzeliśmy się na nich, Tomowi odrazu twarz się rozjaśniła, a na jego twarzy za widniał uśmiech.
- Ej tu dzieci są, opanujcie się! - powiedziałam.
- Ha, ha. I kto to mówi?
- Dobra, tym razem ja wybiorę i koniec. - Gustav wziął się za stos filmów. Po paru minutach włączył, nie wiem jaki tytuł miał, ale nie ukrywałam że mało nie usnęłam na ramieniu Billa.
Po godzinie "oglądania" Sylvia chodziła po kuchni, wyraźnie znudzona, Tom zniknął gdzieś z Moniką, nie wnikam gdzie.
- Dobra, mam dla was napoje. - Sylvia przyszła do nas ze szklankami soku, ale szła tak perfidnie, że zaczepiła o nogi Bill i...
- CHOLERA JASNA!! - wykrzynkął Bill.
Zawartość szklanek wylądowała na głowie i koszulce Kaulitza, dodam, że moja jasna bluzka nie wyglądała najlepiej.
- o Boże, nie chciałam! - zaczęła przepraszać.
- No ładnie. - mimo tego śmiałam się, bo widząc Billa w sklejonych włosach, po zmieszaniu się lakieru do włosów, żelów i w ogóle z tym sokiem, wyglądał komicznie.
- Bill, idź się umyć. - zaśmiałam się.
- Jasne, ty chyba też będziesz musiała. - oczy mu zaświeciły. - Może jakaś wspólna kąpiel.
- Zapomnij! - odepchnęłam go i wstałam.
- Nie to nie, jeszcze będziesz mnie na kolanach prosić.
- Cooo? Ja ciebie na kolanach? Chyba żartujesz! - walnęłam go poduszką. - Oo, entschuldigung, bo jeszcze poduszka się pobrudzi. - wystawiłam język.
- Bardzo śmieszne. Ja idę pierwszy do łazienki. - wyszedł zostawiając mnie, Sylvię, Georg,a Sandrę i Gustava w dobrych nastrojach.
Prawie pół godziny później film dobiegał końca.
- Porwał go ktoś w tej łazience? - wstałam chcąc dobijać się do drzwi. Sylvia wzruszyła tylko ramionami, po raz kolejny przepraszając za straty.
Podeszłam do drzwi, chcąc zapukać gdy uchyliły się i wyszedł Bill w samym ręczniku. Zero makijażu, włosy jeszcze mokre, nie wyglądał jak ten Bill Kaulitz z kolorowych pisemek.
- Ja... - zacięłam się.
- A nie mówiłem, że będziesz jeszcze chciała? - powiedział podchodząc tak blisko, że oparłam się o ścianę. Jego mokre ciało dotykało mnie, czułam dreszcze, nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Tak, masz rację, - dotknęłam jego torsu, zsuwając rękę w dół. Bill uśmiechnął się. - ale wiesz, ten ręcznik nie jest chyba w twoim typie? - przesuwałam palcem po jego rogach, łaskocząc Billa opuszkiem palca.
- Masz rację, chyba będę zmuszony go zdjąć. Ale... co by powiedziała twoja mama? - oparł się ręką o ścianę.
- Ale tutaj? Wiesz... moja mama nie musi wiedzieć, co robi jej kochana córeczka. - uśmiechnęłam się. Czarny zbliżył swoją głowę, chcąc mnie pocałować, gdy z sypialni Toma dochodził dziwny dźwięk. Czarny odsunął się.
- Boże, jaki debil, on nie jest moim bratem.
- Co on tam robi?
- Pewnie ogląda jakiś film dla dorosłych. - zaśmiał się.
- Cały Tom.
No tak, on nigdy się nie zmieni, zastanawiam się czy naprawdę Tom jest bratem bliźniakiem Billa.
Tom jest typem podrywacza, zawsze osiąga swój cel, ma silną osobowość. Bill też ma ją ale jest lustrzanym odbiciem swojego brata. On jest wrażliwy, romantyczny, nie ugania się za dziewczynami, muzyka jest dla niego najważniejsza. Czasem zastanawiam się czy pasuję do jego życia. Czasem myślę o tym co by było, gdyby pewnego dnia Bill powiedział "Sorry Daria, ale chcę poświecić się muzyce, związek na odległość nie ma szans. Mimo że ja wierzę w prawdziwą miłość i znalazłem ją, to jednak Tokio Hotel jest dla mnie ważniejsze." Co bym odpowiedziała?
A wracając do rzeczywistości, nie rozmyślać co by było, gdyby...Coś mi tu nie pasuje, przecież głos Moniki poznam wszędzie, nie wspominając już o jej śmiechu...Hmm...
- Bill... wiesz... Tom chyba nie ogląda...
- MONIKA I TOM?! - powiedzieliśmy głośno.
- No ładnie, ładnie. Mój brat jest geniuszem.
- Co masz na myśli.
- On nigdy nie traci czasu, chce wykorzystać każdą sekundę.
- Ja też chcę wykorzystać każdą sekundę, teraz ja idę do łazienki. - pocałowałam go w policzek i "wyrwałam się" od Billa.
Chłopak zrobił minę przybitego.
- Jeszcze cię dorwę. - zaśmiał się, a ja zniknęłam za drzwiami łazienki.

~*~> C.D.N. <~*~

Witam ;*
Jak widzicie, znowu zmieniłam szablon, ten mi bardziej odpowiadał, bo jest jaśniejszy ;D

Za powiadamianie wszystkich o nowej notce wezmę się trochę później, najpierw odpowiem na wszystkie komentarze pod poprzednią notką ;-)
Pozdrawiam, Danuś.
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [118]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 55 <~*~
Datum: piątek, 3 sierpnia 2007
Uhr: 19:29:14
Wie viel Kommentar: 81
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Następnego dnia, rano zbudził mnie krzyk mojej matki, która chyba od progu dawała znać całemu domu i mieszkańcom okolicy że wróciła. Znaczy że wrócili.
Przebudziłam się i zobaczyłam że... spałam z Billem na łóżku. Tak jak wczoraj wieczorem się położyliśmy tak dzisiaj wstaliśmy. W ubraniach oczywiście. Nie wiedziałam co się wczoraj działo, jakby film mi się urwał a przecież nic nie piłam. Do pokoju weszła matka.
- Daaari.... - spojrzała na nas. - Daria. - dokończyła. Bill otworzył oczy bo też nie wiedział co się stało. - Możesz mi powiedzieć co ty robisz tutaj z..... nim?
- Yyy... mamo ja ci wytłumaczę.
- Nic nie musisz tłumaczyć, co to wszystko ma znaczyć?! - matka krzyczała, nigdy nie widziałam jej w takim stanie. No może raz, jak pokłóciła się z ojcem.
- To może ja pójdę. - Bill szepnął, nie chciał żebym miała kłopotów. Czarny wstał, założył kurtkę. - Do widzenia pani.
- Bill! Ja cię odprowadzę! - wstałam, ten posłał mi wzrok znaczący żebym została ale ja wolałam iść. Myślałam że matka mnie zabije wzrokiem.
- Po co tam idziesz?
- Mamo, odprowadzę go tylko. - doszłam do Billa, a na dole siedział ojciec. Zastanawiałam się co się wczoraj stało, że ja z Billem spaliśmy na górze. Gdzie reszta? Co się z nimi stało?
- Dzień dobry. - Bill się przywitał.
- Cześć tato.
- Cześć. - odpowiedział, nie robił mi żadnych wymówek, dlaczego rano wychodzę z Billem z mojego pokoju. Gdy już byliśmy za drzwiami, odrazu spytałam go co się stało.
- Kochanie bo... wczoraj wypiliśmy trochę szampana, a później zachciało ci się spać. Odprowadziłem cię do pokoju i siedziałem trochę, patrząc jak usypiasz.
- Coś sobie przypominam. A co dalej?
- Położyłem się koło ciebie i tez usnąłem.
- A reszta do domu poszła? Czy jak?
- Nie mam pojęcia. Ale idź już tam. Nie chcę żebyś miała przeze mnie kłopoty.
- I tak będę miała. - spuściłam wzrok.
- Nie martw się. - podniósł moją głowę delikatnie do góry i pocałował mnie na po żegnanie. - Zadzwonię.
- Nie Bill, może ja zadzwonię. - pożegnaliśmy się i czekała mnie jeszcze okropna rozmowa z matką...

- Możesz mi powiedzieć co on robił w naszym domu?! - gdy tylko zamknęłam drzwi rodzicielka na mnie naskoczyła. Gdybym wiedziała że zacznie tak rozmowę to chyba bym ich nie zamykała.
- On ma imię.
- Już mnie nie pouczaj! Co on tutaj robił?
- Spał. Tak mamo, spał ze mną. - odpowiedziałam na luzie a ona wyglądała, jakby zaraz miała mnie walnąć.
- Nie spodziewałam się tego po tobie.
- Jak to nie spodziewałaś się tego po mnie? Kiedyś byliśmy razem i.. nadal jesteśmy.
- CO? - zrobiła wielkie oczy po czym dodała. - Jak to razem? Daria, zobacz jak on wygląda, jaki normalny chłopak tak się maluje, nosi biżuterie i ma takie włosy? Opanuj się.
- Dość! Nie mam zamiaru tego słuchać. A ty chyba nie znasz takiego słowa "tolerancja" oraz tego, że wygląd to nie wszystko. - zmierzyłam do swojego pokoju.
- Daria nie skończyliśmy jeszcze!
- Tak, skończyliśmy! I będę się z nim spotykać czy ci się to podoba czy nie! - poszłam schodami do pokoju, położyłam się na łózko i miałam dość wszystkiego. Matki, życia, wszystkiego.

Po trzech godzinach buntowniczego nastroju, postanowiłam zadzwonić do Billa. Szukałam właśnie telefonu, gdy usłyszałam dzwonek. Znajdował się pod łóżkiem i dzwonił właśnie on.
- Bill, przecież ja miałam zadzwonić.
- Wolałem zrobić to pierwszy. I co z rodzicami? - czułam niepokój.
- Kłótnia na maksa, matka...
- Zrobiła ci coś?
- Nie, po prostu... zabroniła mi się z tobą spotykać. - odpowiedziała mi cisza. - Bill? Jesteś tam?
- Tak, jestem. Wiesz... może jednak...
- Nie Bill, nie zamierzam się jej podporządkować, kocham cię i to się liczy, a ona nie zabroni mi być z najważniejszą osobą w moim życiu. - uśmiechnęłam się do słuchawki.
- Ja też ciebie kocham, ale kiedy się zobaczymy?
- Nie wiem, ucieknę z domu. - zaśmiałam się.
- Zapraszam, u mnie jest dużo miejsca, mam duże łózko i w ogóle...
- BILL!
- Żartowałem przecież. To zobaczymy się jutro? U mnie...
- Jakoś załatwię sprawę z rodzicami i z chęcią.
- To czekam. Trzymaj się.
- Pa miśku. - rozłączyłam się.

Do wieczora nie odzywałyśmy się do siebie. Moja urażona duma, że tak powiem i tyle słów na temat mojego chłopaka po prostu nie pozwalały mi na to, żebym pierwsza się do niej odezwała.
Wpadłam na bardzo inteligentny pomysł z mojej strony. Podsłuchałam kiedy moja matka musi iść do pracy na noc. Tak, ona to ma życie, cały czas tylko praca i praca, nie ma czasu dla siebie. Ojciec z powodu gipsu który jeszcze miał, zostawał częściej w domu. Poszłam do niego i prosto z mostu spytałam.. Oczywiście z "małym" kłamstwem...
- Tatoo... - zaczęłam.
- Słucham?
- Wiesz, mogłabym jutro nocować u.... Sylvii?
- Nie wiem, a co na to mama?
- Tato, proszę, nie chcę nic mamie mówić, wiesz jaka ona jest. Nie musi o tym wiedzieć a poza tym idzie do pracy... na noc. - patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
- No dobra, tylko wiesz... bez żadnych wygłupów.
Kamień spadł mi z serca. Byłam szczęśliwa, że pozwolił mi na nocowanie, no... prawie u Sylvii. Byłam na siebie zła, że znów zaczęłam okłamywać ludzi. Muszę się tego jakoś oduczyć.
"Bill, powiedziałam, że będę nocować u Sylvii. To będziemy dłużej razem :)" wysłałam sms o takiej treści, po czym dostałam odpowiedź, żebym przyjechała do domu jego mamy. Widocznie chłopaki po raz kolejny pojechali do mamusi. Oni kiedyś dorosną?
Chociaż... Ja też bym tęskniła za nią, gdybym całymi dniami nie widziała, ale... matka pracuje podobnie jak chłopaki, nie widuję jej w domu i chyba nie tęskni za mną..

Rano gdy tylko się wyszykowałam, poczekałam aż matka wyjdzie. Zeszłam po schodach na dół.
- A ty się gdzieś wybierasz? - matka spytała. Cholera, co ona tutaj robi o tej porze?
- Yyy... nie... prawie.
- To tak czy nie?
- Tak, idę do... Moniki. - skłamałam. - A ty mamo nie idziesz do pracy?
"Jak ona zostanie dzisiaj na noc to się zabiję." - pomyślałam.
- Idę, ale na nocną zmianę, cały dzień będę w domu. Pojedziemy na zakupy, pomożesz mi wybrać sukienkę.
- S...sukienkę? A wybierasz się gdzieś z tatą?
- Nie, mamy przyjęcie w pracy. No, zbieraj się, zaraz jedziemy.
- Super. - odpowiedziałam.

- Bill i Tom słuchajcie, dzisiaj muszę wyjść. - Simone informowała chłopaków.
- Co? Mamo, ale gdzie? - Bill się dopytywał a Tom szturchał go w łokieć z jego hmm... "Szatańskim uśmieszkiem".
- Ciocia Mary, wiecie ta starsza...
- O tak, ta co na moje 14 urodziny kupiła mi legginsy, bo nie podobał jej się mój styl spodni... - Tom skrzyżował ręce. Po tych słowach Bill wybuchł śmiechem, pamiętał te urodziny jak by były wczoraj. - A ty debilu się nie śmiej, zużyłeś już to mleczko do demakijażu? - Tom wystawił język.
- Nie, nie zużyłem. - chciał walnąć brata poduszką.
- Chłopcy, spokój!! No więc ciocia Mary jest w szpitalu, źle się czuła, nie wiem co dokładnie jest i muszę iść na noc czuwać przy niej, jakby czegoś potrzebowała to żeby podać i tak dalej...
- Mamo, zrobiłaś licencję pielęgniarki, czy jak?
- Boże Bill stul dziób!
- Tom o co ci chodzi?! Spytać się nie można?!
- Nie mogę z wami, dobra ja idę wrócę jutro albo rano albo po południu zależy. Nie rozwalcie domu. - kobieta zaśmiała się i wyszła.
- Dobra, no to dzwoń po resztę. - Tom odszedł od brata.
- Jasne. - Bill podniósł brew i poszedł do łazienki.

Tymczasem w Einkaufszentren (centrum handlowym), wchodziłam z mamą do setnego sklepu w celu poszukania kreacji pasującej do niej na wieczór. Swoją drogą to było ciekawe, bo od kąd pamiętam nie kupiła sobie żadnej sukni wieczorowej.
- Ta będzie dobra? - wyszła z przymierzalni w seksownej, czarno-bordowej sukience z cekinami i dużym wykrojem na dekolt.
- Mamo, nie za duży dekolt?
- Prawda że piękna? Biorę! - zachwyciła się. Zastanawiało mnie to strasznie, dlaczego moja mama się aż tak stroiła na głupie przyjecie? Przez ten awans czy.... miała kochanka?
- Mamo, jedziemy?
- Która to godzina? Już 16? Szybko, jedziemy bo nie zdążę.
- Nareszcie...

~*~> C.D.N. <~*~

Edit.

Zakładam zabezpieczenia przed Spamem, bo wkurwia mnie to co dzieje sie w Księdze Gości.

2 Lata z Tokio Hotel!
Tak, to dzisiaj, 15.08.2007r. mija 2 lata od kąd TH wydali swój singiel Durch den Monsun, Boże, jak ten czas szybko zleciał. Chłopaki dorośli, niedługo wszyscy będą pełnoletni.
Przez te 2 lata wygrali wiele nagród, nagrali kilka teledysków, wydali 4 płyty (jedna reedycja, żeby nie było że liczyć nie umiem :P), wydali niezliczoną ilosc koncertów, w tym pamiętna data 5.04.2007r., koncert w Warszawie.
Mam nadzieję, że TH będą jeszcze długo istnieć i takich rocznic jak ta dzisiejsza będzie kilknaście, no i że TH zawsze pozostanie w naszych sercach ;-)



Edit z dnia 18.08.2007r.
Haaa xD jak widzicie, zmieniłam szablon, jest on MOJEGO autorstwa xP co prawda nie jest najlepszy ale jestem z niego zadowolona, bo nauczyłam się robić :)
i HTML umiem *lol2*
Pozdrawiam ;D

SkOmEnTuj ;]:* komentarze [81]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 54 <~*~
Datum: wtorek, 17 lipica 2007
Uhr: 20:46:39
Wie viel Kommentar: 148
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Wyszłam z domu 10 minut przed czasem, dobrze, że wszyscy z salonu przenieśli się do innej części domu, to mogłam swobodnie wyjść.
W oddali w oczy rzuciła mi się postać Billa, serce mi zabiło mocniej, podeszłam do niego zasłaniając oczy.
- Helga? - spytał a ja zrobiłam okrągłe oczy. - Nie, zaraz... Laura? Albo Stefania? hmm... - odsłoniłam oczy.
- Wiesz co? Co to ma znaczyć?! - zrobiłam oburzoną minę.
- Aaa... to ty... - spojrzałam sie na niego i zrobiłam krok do tyłu, już miałam się odwrócić i odejść gdy czarny złapał mnie w pasie i namiętnie pocałował. Złość mi zaraz przeszła, wiedziałam że to na żarty jest. Nie wiem ile tak staliśmy, w środku czułam jak ciało napełnia fala gorąca.
- Wiedziałem że to ty. - po chwili Bill powiedział z uwodzicielskim uśmiechem na ustach. Ten uśmiech działał na mnie niewiarygodnie. - ale przyznaj, byłaś zazdrosna. - zaśmiał się.
- Nie, zdaje ci sie - wystawiłam język.
- Nie wcale, nie wystawiaj języka bo ci go odgryzę. - zaśmiałam się.
- Ciekawe jakbyś miał to niby zrobić?
- A chcesz sie przekonać? - przysunął mnie ręką do siebie.
- Nie chce, puszczaj tyranie. - krzycząc śmiałam się (xD). Wszystko widział bardzo miły staruszek, który myślał, że Bill to zboczeniec.
- Ty wandalu! Zostawisz ją?! - krzyczał machając telefonem. - Mam telefon i nie zawaham się go użyć w celu zawiadomienia policji! Molestowanie jest karalne! O Jezu, kości już nie te same. - złapał się za krzyż. Widocznie od tego machania telefonem i wykrzykiwaniem na Billa, zboczeniec, dziadkowi coś strzeliło w plecach. Swoją drogą to ciekawe co robił o tej porze na dworze. Hmm...
- Yyy... nie, już dobrze, może pan schować ten telefon. - próbowałam uspokoić sytuacje. - Ten, zboczeniec jak go pan nazwał to mój chłopak, wszystko jest dobrze. - uśmiechnęłam się.
- Jasne, pewnie zmusił cię, żebyś tak mówiła.
- Proszę pana, zaraz to ja zadzwonię na policję ze zakłóca pan ciszę nocną swoimi krzykami i rzuca fałszywe wyzwiska! To tez jest karalne! - nerwy mi już puściły.
- Ten no... czy ja coś mówiłem? - dziadek się wycofał. - Dobranoc, bawcie sie dobrze. - uciekł jak poparzony.
- Brawo. - Bill nie mógł opanować się.
- No co? - obydwoje śmieliśmy się. - To będziemy tak stać i się śmiać, czy idziemy? Zboczeńcu.

Tymczasem w domu rozmowom nie było końca. Przyjaciele wygłupiali się i byli już pod wpływem procentów.
- Ale wiecie co? Fajnie sie z wami rozmawia, no najfajniej z wszystkich. - Monia nie wiedziała już co mówi, kręciło jej się w głowie.
- Tak, wiemy, już trzeci raz dzisiaj to mówisz. - Sandra jej przerwała.
- A właśnie... gdzie jest mój brat? - Tom podniósł się. Widocznie siedzenie na kanapie stawało się już nudne. W końcu chłopak obudził się, że nie widział przez cały wieczór swojego brata.
- Ja też go nie widziałam. - Sylvia przytaknęła.
- To ja pójdę na górę go poszukać. - Dredziaż ruszył schodami z salonu na górę. Reszta zamiast go powstrzymać, bo przecież Bill jest już prawie dorosły, wie co robi i w ogóle to tylko przytaknęli. Chociaż z drugiej strony... lepiej zobaczyć co się dzieje z drugą osobą.
Starszy Kaulitz przeszukał wszystkie pokoje, po Czarnym zero śladu. W końcu postanowił iść do sypialni Darii. Przecież mówiła, że idzie spać, trzeba zobaczyć, może akurat się godzą? Nie no jak? Obrazili się na amen.
Tom zapukał do drzwi. Odpowiedziała mu cisza. Chłopak nie poddawał się i po raz kolejny chciał się dobić. Znowu cisza. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. W pomieszczeniu było strasznie ciemno, tylko światło latarni oświetlało leniwie cztery ściany pokoju. Tom podrapał się po czapce, zobaczył że łóżko jest puste, tylko ładnie pościelone.
Zrobił wielkie oczy i zszedł szybko na dół.
- Słuchajcie!! - wykrzyknął gdy znalazł się na parterze, mało nie zaczepiając o swoje spodnie, które chcąc, czy nie chcąc utrudniały mu poruszanie się. Georg do tej pory zastanawia się jak Tom który jest jego wzrostu może chodzić w takiej części garderoby.
- Nie krzycz tak. - Gucio wyrwał się ze spania.
- I gdzie jest Bill? - spytała Monia.
- Nie ma go nigdzie! - wszyscy zrobili wielkie oczy, które teraz przypominały monety największego nominału.
- Jak to nie ma? - Sylvia miała strach w oczach.
- A Daria?
- Właśnie Georg, jej tez nie ma!
- A więc to tak? - Sandra zastanowiła się.
- Małpa. - Monia skwitowała. Ona zawsze znalazła najwłaściwsze słowo w każdej sytuacji. - Pewnie umówili się gdzieś na mieście, już dawno pogodzeni, a nam nic nie powiedzieli.
- Masz racje. - wszyscy przytaknęli.

Hmm... mieli w tym trochę racji, a raczej powinnam się zgodzić z tym wszystkim. Gdy wszyscy siedzieli w domu i zastanawiali się jak się tu zemścić na nas, chociaż wątpię żeby to się im udało, w końcu sami próbowali nas pogodzić i to na siłę. Niczego nie spodziewałabym się po nich.
- Bill, może usiądziemy tutaj? Piękny widok na rzekę. - powiedziałam ciągnąc Billa za sobą. Ten się uśmiechnął i usiedliśmy.
- Masz racje, pięknie tu. Już zapomniałem jak wygląda Magdeburg nocą.
- Nie dziwię się, jeździć po całym kraju i za granicą... - przytuliłam się do niego, bo wieczór był trochę chłodny.
- Ale Daria, wiesz przecież, że to nie moja wina. To David ustawia nam terminy, podpisaliśmy kontrakt z Francją i musimy tam grać koncerty...
- Dobra, wiem, przestań już.
- Jak chcesz. - objął mnie ręką, czułam się bezpieczna.
Siedzieliśmy w milczeniu jakiś czas, gdy nagle postanowiłam się go spytać o coś.
- Bill... zaczęłam i usiadłam tak, by widzieć jego twarz. Chłopak zrobił to samo. - Mogę cię o coś spytać?
- Jasne, pytaj. - uśmiechnął się.
- Co... - spuściłam wzrok, bawiąc się jego guzikiem w kurtce. - Co czułeś, gdy siedzieliśmy w domu sami, co chciałam żebyśmy sie pogodzili, żebyśmy zapomnieli o tym co wcześniej było i mówiłam o...
- ... o Nowym Roku? - Bill podniósł moją twarz.
- T-Tak. - potwierdziłam. Bałam się, że otrzymam tą samą odpowiedź, która mnie wtedy zabolała, byłam przygotowana na wszystko, w końcu chciałam to wiedzieć.
- Chcesz wiedzieć co czułem? - odgarnął mi włosy. - To czułem. - przysunął się i dotknął moich ust swoimi. Zrobił to delikatnie, jego pocałunek był delikatny jak powietrze, które podmuchiwało w tym momencie.
Z delikatnego pocałunku przeszliśmy w bardziej namiętny, zdecydowany. Jego ciepła ręka błądziła gdzieś po moich plecach pod bluzką. Bill posunął się dalej, położył się na mnie, całe szczęście że ławka była szeroka bo chyba stoczylibyśmy się do rzeki. Chciałabym zatrzymać tą chwilę, by nic ani nikt nam nie przeszkodził. Nie czułam już chłodu wieczoru, byłam rozpalona. Bill spojrzał na mnie i uśmiechnął się, ja zrobiłam dokładnie to samo, po czym przysunął się twarzą do mnie i szepnął mi do ucha "Kocham cię". Dwa magiczne słowa, po których świat stawał się piękniejszy.
Chciałam go pocałować, gdy nagle zadzwonił jego telefon.
- Cholera jasna! - zaklął i odebrał.
- Może szanowny braciszku powiesz mi co się z tobą dzieje? - usłyszałam głos Toma. Podniosłam się na łokciach i chciało mi się śmiać.
- Jak to co ze mną się dzieje?
- Gdzie jesteś?!
- Yyy... na spacerze. - Czarny usiadł już normalnie na ławce a ja na jego kolanach przytulając się do jego ramienia.
- A z kim? - usłyszałam kolejne pytanie.
- Nie ważne. - przypomniał sobie umowę, którą zwarliśmy.
- Może z... Darią? - w tym momencie pocałowałam Billa w szyję, po czym szepcząc mu do ucha "ja ciebie też kocham", po prostu ugryzłam go w płatek ucha. Bill zaśmiał się, wydając z siebie tylko "Ała!" po czym wrócił do rozmowy z Tomem.
- Nie braciszku, sam jestem.
- Jasne. Ściemniać to ty nie umiesz. - rozłączył się.
- Tego pożałujesz. - zaśmiał się. - To na czym skończyliśmy? - jakby nigdy nic spytał ponownie kładąc mnie na ławce.
- Wiesz co skarbie? Może serio już wrócimy do domu?
- No wiesz co? Ale chciałaś się dowiedzieć co czułem... - zrobił smutną minę.
- Jeszcze będę miała okazję. - pocałowałam go i pociągnęłam, żeby wstał.
- No nie wiem, nie wiem. - skrzyżował ręce na piersiach, po czym spojrzał na swoje paznokcie udając zadumaną w siebie gwiazdkę. - Tak się zastanawiam czy znajdę czas dla ciebie...
- A nie znajdziesz? - podeszłam do niego patrząc pytającym wzrokiem.
- Będziesz musiała się postarać.
- Coooo?
- No... - zaczął. - Oczywiście ze znajdę. - Wystawił język.- Dla Ciebie wszystko.
Objęłam go w pasie, Kaulitz też mnie objął i postanowiliśmy wrócić do domu.

Przed domem, dokładnie przed schodami prowadzącymi do drzwi zatrzymaliśmy się.
- I wjedziemy tak jakby nigdy nic?
- Oj Daria, oni wszyscy z moim pomylonym bratem na czele pewnie już wiedzą że się pogodziliśmy.
- Masz rację, wchodzimy. - nacisnęliśmy klamkę. W środku otrzymaliśmy bardzo przyjemne powitanie.
- Nasze zguby się odnalazły. - pierwszy powiedział Georg, który nalewał sobie kawy. Na noc kawy? Pewnie żeby go rano kac nie męczył.
- Następnym razem debilu to mów gdzie idziesz, wiesz co ja tutaj przezywałem?! - Tom podszedł mało nie opluł się z tej przemowy.
Popatrzyliśmy się z Billem na siebie.
- A ty nie lepsza! Spać idziesz, tak?! Szlaja się po nocy z Billem! KŁAMCZUCHA! - Monia sie denerwowała. Pasowali do siebie z Tomem, jedno wybuchowe i drugie.
- O co wam chodzi? - jak zwykle pierwsza musiałam zadać głupie pytanie. W zasadzie wiedziałam dlaczego tak się wkurzyli.
- O co?! Jeszcze sie pytasz?! My tutaj zastanawiamy się jak was pogodzić a tu nagle wychodzicie sobie w tajemnicy i NIC nam nie mówicie. - Sylvia wyraźnie zaakcentowała słowo "nic".
- To znaczy, chcieliście nas pogodzić? - Bill wyrwał
- A jak myślisz głąbie?! Kto namówił Davida na wakacje? Kto chciał tutaj przyjechać? No kto jak nie ja! - Tom wypiął dumnie pierś.
Zaniemówiliśmy. Oni wszystko ukartowali.
- A teraz może pochwalicie sie od kiedy jesteście w zgodzie?
- No.. Dzisiaj sie pogoodziliśmyy... - ciągnęłam.
- Ale wiecie co? Mimo wszystko cieszę się. - Starszy Kaulitz stanął w środku i powiedział to obejmując nas. Jego ton się zmienił.
Wszyscy nagle byli uśmiechnięci, a ja z Billem najszczęśliwsi z nich wszystkich.

~*~> C.D.N. <~*~

Omg nie wierzę xD dziękuję za to spełnienie marzenia, żeby mieć pod notką 483 komentarze ;-)
Szczególnie:
*Patu$i ;*;*
*Moni ;*;*
*Gosi ;*;*
*Czesia ;**
*Silvii:**
*Natusi ;*;*
*Ani ;*;*
i innym, których pominęłam ;-) ;**

no ładnie, czat z bloga ;D buahah xD

Edit! Czat z LaFee
Dzisiaj (19 lipiec) o 14:00 było powstanie z LaFee!! ;D i można było pisać do niej smsy z pytaniami. Szaja wybierał pytania i czytał jej. No i dlaczego by tutaj nie napisać? xD wzięłam telefon, napisałam i wysłałam. Czekam kilka minut a Szaja (prowadzący)
- A teraz mamy pytanie takie z serii science fiction od Dany. - i czyta moje pytanie < lol2 >
Tłumaczka przetłumaczyła je LaFee a ta zaczęła się śmiać < lol2 >
Pytanie było: "Czy gdybyś miała siostrę bliźniaczkę to byś się zamieniła z nią wokalnie?"
Ona zaczęła się śmiać i mówi
- nie, podoba mi się to co robię i myślę że nie zamieniłabym się ;-)

Boże, jaka faza < lol2 >

~~~~~~~~~~~~~~

Wyjechałam.!
Wrócę - odpisze, przeczytam.
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [148]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 53 <~*~
Datum: wtorek, 10 lipica 2007
Uhr: 20:24:25
Wie viel Kommentar: 478
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Rano wszystko wróciło do normy, chociaż ja nadal czułam motylki w brzuchu, ale po raz pierwszy nie obudziłam się z żalem skierowanym do Billa, po raz pierwszy od dłuższego czasu nie płakałam.
Promyki słońca wdzierały się do pokoju, oświetlając go dokładnie. Pierwsze co zrobiłam to uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym zeszłam na dół.
Rodziców oczywiście nie było w domu, ostatnio rzadko kiedy ich widywałam. To już norma była, przyzwyczaiłam się do tego. Podeszłam do blatu kuchennego, po czym nastawiłam wodę na gorącą czekoladę. Ostatnio tylko to piję z rana, pobudza mnie lepiej niż kawa.
W międzyczasie, gdy w dom,u będzie unosiło się echo gwizdka, dającego znak, że woda jest zagotowana wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer do Billa.
Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Cześć kochanie. - usłyszałam jak zwykle pełen ciepła i optymizmu głos Billa.
- Hej, co słychać? Stęskniłam się.
- Zaraz będziemy jechać na sesję zdjęciową. A myślisz, że ja nie stęskniłem się?
- Biedactwo, przepracujesz się.
- Ale już nie długo, od jutra mamy wakacje na całe trzy tygodnie. - poczułam motylki w brzuchu.
- Trzy tygodnie mówisz? Czyli przyjedziecie do Magdeburga, tak?
- Nie, wyjeżdżamy daleko za granice gdzie nas nikt nie zobaczy. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne, a już myślałam że... - nie dokończyłam.
- Że co? - dopytywał się.
- Nie no nic, nie dowiesz się, bo wyjedziecie daleko.
- Daria, czekaj, wiesz.... jednak przyjedziemy. - zaśmiałam się.
- No to do zobaczenia. - szepnęłam i rozłączyłam się. Podeszłam szybko do kuchenki, wyłączyłam wodę i zrobiłam gorącą czekoladę.

Co można robić w czwartkowe popołudnie? Byłam tak podekscytowana tym, że chłopaki przyjadą na prawie miesiąc do nas, ale zgodnie z umową nie dałam tego po sobie poznać.
- Daria, Boże!! - krzyczała Sylvia na powitanie.
- Wystarczy Daria, do Boga baaardzo mi brakuje. - zaśmiałam się.
- Oj cicho. - wystawiła język. - Słuchaj, jutro Mój boski Georgo przyjeżdża! - dziewczyna zrobiła maślane oczy a ja mało nie zadławiłam się własną śliną.
- Boski Georgo mówisz? Od kiedy ty tak go nazywasz?
- Ten no... od zawsze tak na niego mówiłam, tylko głucha jesteś i nie słuchasz tego o czym mówię. Widzisz, takie są skutki wietrzenia uszu a nie mycia ich.
- Co?! - walnęłam ją poduszką.
- No taka prawda, stwierdzam tylko fakty. Powinnam iśc na psychologa, iż jestem dobra w tej dziedzinie. Tak... to po co ja tu przyszłam? - chwila zastanowienia, znaczy dłuższa chwila. - Ah tak! No więc wiesz co jutro będzie?
- Czekaj... dzisiaj czwartek... no to jutro... piątek?
- Zero poinformowania, zacofane dziecko jesteś oj zacofane. Nie wiem jak rodzice z tobą wytrzymują.
- Dzięki Sylvia, tyle komplementów jak na jeden dzień, tego mi było potrzeba, pokłony dla pani.
- Buahaha! - dziki śmiech Sylvi. - oj żartowałam. No ale tak serio, jutro TOKIO HOTEL PRZYJEŻDŻAJĄ!!! - jakby to powiedzieć krzyknęła.
- O nie, znowu zobaczę tą szczotę. - powiedziałam.
- O Georga Ci chodzi?
- Nie downie, o gwiazdkę, Billa.
- Jezu, nie możecie się pogodzić? - brunetka przekręciła oczami.
- Nie możemy. - zakończyłam.
- Dobra, zachowujcie sie tak dalej. Ja tylko przyszłam ci to powiedzieć, rób co chcesz. - dziewczyna wychodziła.
- Ale! - krzyknęłam jej za plecami. Sylvia stając w progu uśmiechnęła się pod nosem i odkręciła w moją stronę. Na jej twarzy widniał wyraźny zarys uśmiechu. - o której przyjadą?

Całą noc nie spałam, nie mogłam. Ciągle śniły mi się jakieś złe sny, pierwszy to, że byłam na jakimś pustkowiu, było ciemno i w oddali widziałam zamazaną twarz Billa. Podbiegłam do niego i zobaczyłam że cały jest we krwi, woła pomocy. Wszystko jakby po jakimś polu bitwy. Przestraszyłam się, gdy zaczęłam sobie to przypominać.
Za każdym razem budziłam się, słyszałam tylko "Rette mich".
Rano otrząsnęłam się i powtarzałam, że to tylko zły sen. Spojrzałam na zegarek.
- Cholera, już 11:00? - powiedziałam sama do siebie, po czym usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam szybko na dół. W wejściu stały dziewczyny i były podekscytowane dzisiejszym dniem. Ciągle tylko nawijały o chłopakach.
- A wy, przepraszam bardzo czego tutaj szukacie? - spytałam jeszcze śpiącym głosem. W końcu prawie całą noc nie spałam.
- No chyba żartujesz! Przecież jednogłośnie postanowiłyśmy, że zrobimy przyjęcie powitalne u ciebie w domu. - z drzemki wyrwała mnie Monika.
- Że co? Co za przyjęcie?!
- Oj nie przyjęcie, tylko... no nie wiem jak to nazwać. - wtrąciła Sandra. Spojrzałam na nie z pytającą miną.
- Oj chłopaki przyjadą do ciebie do domu, posiedzimy i pogadamy sobie przy np. szampanie.
- Taa... już widzę tą rozmowę. Wszystkie będziecie się zajmować swoimi chłopakami, a ja będę się nudzić... - mało nie zaśmiałam się. Myślałam, że dziewczyny będą coś mówić o Billu, a te powiedziały obojętne "trudno", albo "to wyjdziesz na świeże powietrze" i koniec.
No trudno, nie miałam nic do gadania. Wpuściłam je do środka, a sama poszłam się trochę ogarnąć. Uśmiechałam się ciągle na wieść, że będę mieć Billa tylko dla siebie przez całe trzy tygodnie, chociaż... nie można było tego dać po sobie poznać.
- Dziewczyny, mam jedno pytanie. Po co szykujecie to wszystko od rana, jeśli oni mają przyjechać dopiero na 18? - spytałam od razu od progu salonu w którym trwały zawzięte przygotowywania, przypominające przynajmniej wyprawianie urodzin. Oczywiście tych, bez balonów i w ogóle. W ostatnim momencie dziewczyny wycofały się z tego pomysłu z udekorowaniem domu.
- A ty skąd wiesz na którą godzinę? - odwróciły się.
- Yyy... - "Myśl Daria, nie możesz sie zdradzić, że Bill ci to powiedział" - mówiłam do siebie w duchu. - No Sylvia mi mówiła.
- Co? - spojrzała pytająco.
- Wczoraj mówiłaś, nie pamiętasz? Mówisz na mnie, że uszu nie myje a sama sklerozę masz. - wystawiłam jej język, a brunetka zastanawiała się przez dłuższy czas, aż w końcu przyznała mi rację. Jak ja kocham wkręcać ludzi.

Godzinę później wszystko było gotowe. Tymczasem chłopaki pakowali się do wyjazdu.
- Bill wiesz może gdzie moja ukochana czapka? - Tom krzyczał z jednego końca pokoju.
- Debilu, masz ich milion, a poza tym skąd mam wiedzieć która czapka z tego miliona jest twoją ulubioną? Zresztą nie noszę ich, popsułaby mi się fryzura. - czarny przeczesał ręką swoje, jak zwykle mocno postawione w górę włosy.
- Taa... uważaj bo pewnego pięknego dnia wypadną ci. - zaśmiał się Tom.
- Uważaj żeby ktoś ci czapek nie ukradł. - wystawił język.
- Nie szpanuj kolczykiem, nikt na to nie poleci, a raczej odwrotnie wszyscy uciekną od ciebie jak Daria.
- Wcale nie uciekła! - krzyknął wkurzony Bill.
- Taak? - Tom podszedł do brata, udając dobrego samarytanina. Chciał wyciągnąć jakieś informacje. - Pogodziliście się?
- Co? Nie, nie pogodziliśmy. O tą czapkę ci chodziło? - szybko zmienił temat.
- Tak, dzięki. Ale nie myśl że odpuszczę.
- No idziecie w końcu, czy będziecie sobie gadać? - rozmowę przerwał Georg, który był wkurzony czekaniem na bliźniaków. Chłopaki posłali mu zabójcze spojrzenia i wyszli razem z nim do samochodu, który miał ich zawieźć do Magdeburga.
Przez całą drogę wszyscy siedzieli cicho. Tom słuchał swojego iPoda, Georg z Guciem grali w karty, to było chyba najgorsze zajęcie jakimi mogli się zająć. W dodatku jeden oszukiwał drugiego. Jedyny Bill siedział i nie odzywał się, ciągle wpatrując się w migające domy.

O godzinie 17:30 myślałam, że zwariuje z dziewczynami. Chodziły po domu i jedna drugą pytała się czy dobrze jej w tym kolorze, czy sie nie rozmazała i tak dalej. Miałam tego dość.
- Boże Tom! - usłyszałam głos Moniki, która rzuciła sie na biednego chłopaka, nie dając mu odpocząć. Szybko zebrałyśmy się przy drzwiach i przywitałyśmy z chłopakami. Uśmiechnęłam się na widok Billa ale nie mogłam tak po prostu podejść do niego i go pocałować. Chciałam tego bardzo, ale nie mogłam.
- Chodźcie do środka, jesteście pewnie zmęczeni po podróży? - Sylvia z Sandrą wołały wszystkich do salonu.
- No trochę. - Georg wyszczerzył swoje dwa przednie zęby, wyglądał komicznie.
Chłopaki usiedli, a te małpy nie odstawiały ich na krok. Poszłam do kuchni po coś do picia, sięgnęłam do lodówki i wyjęłam puszkę Coli. Nagle poczułam czyjeś ręce, które oplatają się wokół mojej talii.
- Bill, puść. - uśmiechnęłam się i złapałam go za ręce.
- Chciałbym, ale za bardzo się stęskniłem. - pocałował mnie w szyje. Zamknęłam oczy, ale zaraz się opamiętałam, bo ktoś wszedł do kuchni.
- Oj, widzę, że przeszkadzam. - Tom rzucił swoim uwodzicielskim uśmieszkiem.
- Wcale nie przeszkadzasz, ja właśnie.... - zaczęłam. - ...brałam cole z lodówki.
- Tak, a mój brat pomagał ci ją otworzyć... ustami? - zaśmiał się.
- Oj Tomuś, zwidy masz. - wyszłam.
- A tak serio, to co robiliście? - Dredziaż chciał wyciągnąć informacje.
- Oj Tom, zwidy masz. - Bill skończył wychodząc z kuchni.
Usiedliśmy w salonie, dziewczyny zatroszczyły się o jedzenie i napoje procentowe. Chłopaki opowiadali o śmiesznych sytuacjach podczas trasy koncertowej.
- A jakaś wariatka latała za Billem z kamerą i coś po francusku na pierniczała, Bill uciekając przed nią zawadził o kabel od nagłośnienia i mało nie wybił sobie ząbków. - opowiadał Tom. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Wiesz co Tom? Może zaczniesz opowiadać o swoich wpadkach? - Bill wstał. - Ja idę się przejść.
Przed wyjściem upuścił obok mnie małą karteczkę. Spojrzał się na mnie ciepłym wzrokiem, wiedziałam że mam ją podnieść i przeczytać jak wyjdzie. Wokalista wyszedł, a ja podniosłam mały świstek papieru, otworzyłam go po kryjomu. Na kartce było napisane
"O 21 przy skrzyżowaniu."
Zwinęłam kartkę z powrotem i włożyłam do kieszeni.
- Wiecie co? Nie wiem jak wam, ale mi to się spać chce.
- Daria, żartujesz? Tak wcześnie? - Monia się zdziwiła.
- Tak, bo... głowa zaczęła mnie boleć, dobranoc. - wstałam od stołu i poszłam na górę, miałam pół godziny na przebranie się.

~*~> C.D.N. <~*~

Dobra, biorę się za blog :]
miałam dzisiaj nie dodawać notki, ale postanowiłam dodać, bo..... Dzisiaj mija 483 xD dni, od kąd istnieje mój blog ;-)
Chciałabym mieć pod tą notką 483 komentarze, może mi się to uda... ;-)
Pozdrawiam ;**

Boże, dziwię się że tyle wytrzymałam xD
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [478]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 52 <~*~
Datum: czwartek, 28 czerwca 2007
Uhr: 13:54:23
Wie viel Kommentar: 71
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Mimo wszystko postanowiłam jednak pójść na tą imprezę. Została mi godzina do rozpoczęcia, szybko wybrałam czarną bluzkę ze śliskiego, skórzanego materiału z odkrytymi ramionami i na suwak. Do tego krótka spódniczka z tego samego materiału i czarne, długie buty. Jeszcze tylko fryzura i makijaż.
Włosy postanowiłam rozpuścić, oczy podkreślić czarną kredką i tuszem. Na usta błyszczyk, a skronie pokropiłam ulubionymi perfumami Billa. Tak, znów on mi się przypomniał.
Dziesięć minut później siedziałam w taksówce, która zawiozła mnie na miejsce imprezy.

Dojechaliśmy na miejsce w 15 minut. Budynek był duży.
- No tak, Kaulitze muszą pokazać się na samych największych imprezach, w końcu to gwiazdy rocka. - pomyślałam sobie.
Zapłaciłam kierowcy i wyszłam z samochodu. Przeszłam przez długi chodnik, do drzwi. Nacisnęłam klamkę i weszłam.
Od razu przy wejściu rozglądałam się w celu znalezienia kogoś znajomego, zastanawiałam się gdzie są dziewczyny.
Zobaczyłam Billa. Stał przy jakimś większym stole z kieliszkiem szampana i rozmawiał z jakąś panną. Uśmiechnęłam się pod nosem i postanowiłam przejść obok niego, jak to się mówi uwodzicielskimi ruchami. Niech zobaczy, że mimo tego wszystkiego jestem szczęśliwa bez niego.
Serce zabiło mi mocniej gdy zbliżałam się do niego, zauważył mnie i widać było zaskoczenie w jego oczach.
Szłam dalej, czując jak mnie ogląda, nie chciała się odkręcać.
- Daria, chodź do nas! - usłyszałam głos Sylvii. Dziewczyny machały mi, dając znak żebym podeszła. Wraz z nimi była reszta zespołu Tokio Hotel.
- Fajnie że przyszłaś - powiedział Tom.
- Ej, a ja to co? - Monia wypaliła.
- No yhm... - spojrzał na nią słodkimi oczami, myślałam że ona go zaraz zdzieli czym tylko się da. - Z ciebie najbardziej się cieszę - objął ją. - a tak nawiasem, wyglądasz... - zwrócił się do mnie zmierzając mnie od góry do dołu wzrokiem. - ... bosko - zaśmiał się Georg.
- Dobra, koniec oglądania mojego stroju. - odkręciłam głowę żeby zobaczyć gdzie Bill jest.
- Jemu nadal na tobie zależy. - Szepnął Tom.
- Jasne. - odpowiedziałam.
- Nie wierzysz?
- Nie bardzo, bo niedawno był zajęty jakąś inną panną.
- Panną?
- No, tą czarną. - opisałam mu tą dziewczynę.
- Aa! To jest nasza koleżanka. - uśmiechnął się.
- Koleżanka mówisz? - nie odstałam odpowiedzi.
- Cześć. - przywitał się Bill, podchodząc do nas. Nie odpowiedziałam nic. Czułam tylko jak serce coraz bardziej bije, czułam też jego wzrok na mnie. Chciałam podejść i pocałować go, poczuć jego zapach, jego ciepło ale nie umiałam, wiedziałam że jeszcze nie teraz.
- To ja idę po coś do picia. - zaproponowałam.
- Idę z tobą. - Monika się wyrwała. Uśmiechnęłam się i chwilę później byłyśmy przy bufecie.
- A tak między nami. Skąd wzięłaś ten strój?
- Oj przestań.- zaśmiałam się. - To długa historia.

Wróciłyśmy do reszty.
- Daria, co Ty kombinujesz? Wiem przecież że nie chciałaś przyjść tutaj ze względu na Billa.
- Ja? Nic nie kombinuje. - odpowiedziałam Sylvii, z błyskiem w oku. Wiedziałam przecież, że prędzej, czy później porozmawiamy. Czekałam tylko na ten moment.
Nie myliłam się, kilkanaście minut później, pod wpływem drinków zatańczyłam z czarnym.
- Dlaczego chcesz jeszcze ze mną tańczyć? - spytałam.
- Bo... nie wiem. Daria... nie wiem co wtedy mnie naszło... ja...
- nie mów nic. Wiem, że w Twoich oczach jestem tylko łatwą panienką z dobrego domu, której nie liczą się uczucia.
- To nie tak..
- A jak? - zbliżaliśmy sie do kolejnej kłótni. Nie chciałam do tego dopuścić. Gdy wolna muzyka grała, gdy gwałtownie zatrzymaliśmy się.
- Bo ja nie wiem kiedy jesteś ze mną szczera, a kiedy nie.
- "Co on bredzi?" pomyślałam. -"Dobra Kaulitz, no to zobacz kogo straciłeś".
- Kiedy mówię prawdę, tak? - złapałam go za bluzkę i przyciągnęłam do siebie całując go namiętnie. Nie wiem ile trwał ten pocałunek, ale wiedziałam że wszystko powróciło. Powróciło jak dawniej. Nadal go kochałam. Odkleiłam się od niego, nadal będąc na odległości, w której stykaliśmy się czubkami nosów.
- A teraz? Szczere to było? - czułam bicie jego serca, jego oddech, perfumy. Patrzyłam prosto w jego orzechowe oczy. Kochałam te iskierki w oczach.
Nie chciałam odchodzić, nawet przez chwilę nie przychodziło mi coś takiego do głowy.
- Kocham cię. - wyszeptał.
- Bill, ale ja nie umiem, po tym co mi powiedziałeś, że mi nie wierzyłeś... wiesz jak ja się czułam?
- Ja... - znowu zaczął.
- Nie umiem. Ale nadal czuję coś do ciebie. Silne uczucie, które było między nami od początku, ale zepsuliśmy to. - odeszłam. Kierowałam się w stronę wyjścia, chciałam po prostu wyjść bez pożegnania i udało mi się.
Szłam zimnymi uliczkami Berlina. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, w głowie nadal mi się kręciło od nadmiaru emocji.
- Hej lala zabawimy się? - usłyszałam obleśny głos za sobą. Przestraszyłam się i przyspieszyłam tępo. Za mną szło 2 oblechów, nieźle podchmielonych.
- No nie uciekaj, będzie fajnie. - drugi się odezwał.
- Odwalcie sie. - odparłam.
- Ooo jaka ostra. - jeden podszedł do mnie łapiąc mnie za ręce. Drugi natomiast zaczął dobierać się do mnie. Co mam robić? Późna godzina, nikogo nie ma w pobliżu. Przez głowę przelatywały mi wszystkie scenariusze. Czarne scenariusze.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam plując mu w twarz.
- Nie dość że wygląda jak dziwka to i zachowuje sie jak ona. - zaśmiał się.
- A panowie mają jakiś problem? - znajomy głos. Odkręciłam głowę, tak to Bill.
- Z transwestytami nie rozmawiamy. - zakpił ten co mnie trzymał za ręce a drugi podszedł do Billa. Ten poradził sobie z nimi, gdyż miał przewagę. Trzeźwy przeciwko tym dwóm pijakom. Wystarczyło, że zrobił unik a oni zaplątali się we własne nogi. Zastanawiałam się dlaczego ja tak nie mogłam sobie z nimi poradzić. Może czekałam aż akurat słynny Bill Kaulitz mnie uratuje?
- Nic ci nie jest? - spytał odprowadzając mnie na pobliską ławkę.
- Nie... nic. Ale skąd wiedziałeś gdzie jestem? - spytałam podnosząc wzrok na niego.
- Szedłem za tobą. Nie mogłem dopuścić do tego, by coś złego Ci się stało. Daria, ja przepraszam za to wszystko. Tylko... dlaczego okłamywałaś mnie?
- Nie wiem Bill... nie umiem Ci powiedzieć dlaczego. Bałam się, że mnie zostawisz, wolałam kłamać, by nic się nie wydało. Ale jedno kłamstwo pociągnęło za sobą inne, no i krąg się zakreślił. - łza spłynęła mi po policzku. Bill dał mi kurtkę i przytulił do siebie. Wiedziałam w tym momencie, że jestem bezpieczna, że nic mi nie grozi.
- Zacznijmy wszystko od początku.
- Ale... Bill.. Ty jesteś sławny, możesz mieć każdą. Dlaczego właśnie ja?
- Nie chcę innej. Może to i głupie, ale wierzę w prawdziwą miłość. Taką, która przetrwa wszystko i w Tobie ją odnalazłem. Wtedy co wygadywałem te głupoty, byłem po prostu wkurzony. Ale jak Tom mi wszystko opowiedział o tym Tomku...
- Czyli jednak to prawda, że byli u niego?
- Tak.
- Nie chciałam tak.....
- Oj ucisz się na chwilkę. - jego aksamitne usta musnęły moje wargi. Lekki pocałunek przerodził się w coś bardziej gorętszego.
- A... i jeszcze jedno... co znaczył ten artykuł w BRAVO? - spytałam po jakimś czasie.
- Ten z Veroną?
- Ooo to znasz jej imię?
- Daria, to nie moja wina. Tom ten palant mnie popchał i mnie na nią. Nic więcej nie było. Wierzysz mi? - zrobił maślane oczka.
- Wierzę. - uśmiechnęłam się, a Bill zrobił to samo.

Tej nocy była pełnia. Wracając do reszty ludzi na imprezie Bill musiał jeszcze dopowiedzieć.
- Tylko skarbie, chyba nie obrazisz się, że będę tak do ciebie mówił?
- Żartujesz? Oczywiście, że nie. - uśmiechnęłam się.
- Skarbie, obiecajmy sobie jedno...
- Słucham?
- Szczerość za szczerość... choćby to miała być najgorsza prawda to powiesz mi o wszystkim. - zatrzymaliśmy się.
- Obiecuję. - na twarzy Billa wymalował się uśmiech. Kiwnął głową.
- A tak serio gdy zobaczyłem cię w tym wejściu, myślałem że anioł przyszedł do mnie.
- Dlaczego do ciebie a nie do twojego brata? - zaśmiałam się.
- Bardzo śmieszne. - wystawił język. - Ładny strój, tylko... jak dla mnie to mógłby być jeszcze krótszy. - mówiąc to złapał za suwak mojej bluzki. Przechodzący obok nas nieznajomi spojrzeli się.
- No i co się gapicie? - wypalił Bill, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Wtuliłam się w niego i byłam szczęśliwa, że odzyskałam miłość mojego życia.
- I jeszcze jedno. - powiedziałam na koniec.
- Co tylko zechcesz. - uśmiechnął się.
- Nie mówmy na razie nic reszcie, że się pogodziliśmy.
- Nie ma sprawy. - Bill zaśmiał się.

~*~> C.D.N. <~*~

Moje myspace jak coś.
Danulus ;-)

Edit
7.07.2007r. godzina 17:17
haha musiałam z edytować tą notkę :D i poprawiłam wszystkie błędy w notce ;-)
no, fajna dzisiaj data :D chciałam dodać notkę ale nie wyszło, no trudno, ale i tak jutro postaram się za blog wziąć ;-)
pozdrawiam ;***
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [71]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 51 <~*~
Datum: piątek, 15 czerwca 2007
Uhr: 17:39:20
Wie viel Kommentar: 150
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Nagle usłyszałam dzwonek budzika. Obudziłam się i zobaczyłam, że jestem u siebie w domu.
Nie chciałam jechać na tą wycieczkę, stwierdziłam, że długi czas byłam poza domem i starczy mi wyjazdów. Rodzice doskonale to rozumieli i nie mieli mi tego za złe. Tylko ja trochę żałowałam decyzji.
Sandra wyjechała na miesiąc do ciotki. Chciała ją przygarnąć no to musiała się zgodzić. Na szczęście Sylvia z Moniką zostały w Niemczech. Przynajmniej nie będę się nudzić.
Pierwszego dnia postanowiłyśmy wyjść wieczorem gdzieś na imprezę w pobliskim klubie. Takie małe przyjęcie z okazji powitania wakacji. Tylko my we trzy i cały klub ludzi których nie znamy. No... może jednak ktoś ciekawy się pojawi. Tylko na to liczyłyśmy.

Wieczorem trwały ostatnie przygotowania do wyjścia. Już miałyśmy wychodzić z dziewczynami, gdy zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi...
- Daria! Dziecko kochane mama mówiła, że wyjeżdżają to żebym się tobą zajęła. - ciotka Eva weszła do domu krzycząc niezmiernie. - A ty gdzie się wybierasz? W tym stroju?
- Cześć ciociu. Miałam iść na imprezę z koleżankami.
- Oooo nie! Na imprezę? O tej porze? Wiecie jacy zboczeńce grasują po ulicach? - zaczął się wykład. Spojrzałam na koleżanki, mało nie udusiły się śmiechem ale widać było, że są trochę wkurzone, bo nie wypaliło nasze wyjście.
- No to co Twoim zdaniem mamy robić przez cały wieczór? - zadałam pytanie.
- Może idźcie na górę i pooglądajcie sobie jakiś film, albo pograjcie sobie.
No pięknie, Takie rozrywki to dla przedszkolaków. Ciotka Eva nie mogła sobie chyba u darować że jestem prawie dorosła... czy 16 lat to wiek w którym trzeba traktować inną osobę jak dziecko?
- To my już może pójdziemy? - powiedziały równo Monia z Sylvią.
Spojrzałam na nie wzrokiem, z którego mogły odczytać że zabiję ich jak wyjdą na dwór.
- Dobrze, rodzice na pewno się o was martwią.
- Dobranoc. - zamknęły drzwi.
"Świetnie, zapowiadają się super wakacje." - pomyślałam po czym spytałam się mojego nowego tyrana, który rujnował mi życie na ile dni chce tu zostać.
- Dario, kochanie no chyba to wiadome, że dopóki rodzice nie wrócą to ktoś się tu musi tobą opiekować. Twoja matka dzwoniła do mnie żebym od czasu do czasu sprawdzała ciebie ale jak ja tak mogę? Jak dowiedziałam się, że będziesz tu sama, musiałam bezzwłocznie przyjechać. - uśmiechnęła się. Ja zrobiłam to samo, chociaż w środku wszystko mi się gotowało ze złości.
- Świetnie... - wymruczałam. - To ja może pójdę na górę.
Szłam właśnie po schodach, już miałam wchodzić do swojego pokoju, gdy na dole zadzwonił telefon. Kochana ciotka oczywiście odebrała.
- Młody człowieku, co ty sobie wyobrażasz? O tej porze dzwonić? - usłyszałam strzępki rozmowy.
- O nie! - powiedziałam do siebie. Zbiegłam szybko po schodach.
- Ciociu to do mnie chyba. - zabrałam jej słuchawkę.
- Właśnie miałam cię poprosić do telefonu ale musiałam pouczyć tego chłopaka, że chyba za późno dzwoni.
- Dobrze ja to załatwię. Możesz iść.
- Ale jak będziesz coś chciała to zawołaj mnie. - Eva odeszła.
- Tak? - spytałam.
- Daria... tu... - usłyszałam znajomy głos.
- ... Bill. Wiem. Czego chcesz?
- Nie odpowiadałaś na smsy to postanowiłem zadzwonić. Proszę, spotkajmy się. W następnym tygodniu przyjadę do Loitsche, to mogę zajechać do Magdeburga.
- Łaskę mi robisz ze przyjedziesz? Nie mamy chyba o czym rozmawiać.
- Nie robię ci łaski. Proszę. - nalegał. Wszystko w środku mówiło mi, żebym spotkała się z nim, wytłumaczyła wszystko ale... nie, nie mogłam.
- Nie.
- Kocham cię. - zaskoczył mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Łza spłynęła mi po policzku. - A może wybrałabyś się do nas na imprezę? Za dwa tygodnie odbędzie się w jednej z berlińskich sal... - ciągnął.
- Zastanowię się.
- To świetnie! - usłyszałam że ma rozweselony głos.
- Nom. - nie chciało mi się rozmawiać.
- To do zobaczenia.
- Nie powiedziałam że będę. Zastanowię się.
- Zależy mi na tym. Będę czekał. Muszę kończyć, bo...
- Tak wiem, bo koncerty wzywają.
- No niestety, pa- zakończył.
Impreza w Berlinie? Za dwa tygodnie? Te pytania chodziły mi po głowie. Zastanawiałam się czy mam iść, czy nie.
- Daria, chodź na kolację. - moja nowa opiekunka wychyliła głowę i wołała mnie na posiłek.
- Idę.

Dni w tym rygorze mijały bardzo wolno i nudno. Nie jeden by mi chyba pozazdrościł takich wakacji. Myślałam, że odpocznę od tego wszystkiego a tu co? Nie ma nawet mowy.
Aż pewnego pięknego dnia jednak szczęście uśmiechnęło się do mnie.
- Jesteśmyyy - z dołu dobiegał głos... mojej matki!
- Mamo? Co wy tu robicie? - zdziwiłam się.
- Wróciliśmy wcześniej, bo twój tata wmieszał się w bójkę z arabami. No... tak jakoś wyszło, ale to długa historia. Musiałam interweniować, żeby nie pozabijali się.
- Żartujesz? - zaśmiałam się. Tata miał jedno oko podbite i rękę w gipsie ale poza tym chyba nie ucierpiał zbytnio.
- Już go miałem, zabiję chama. - powtarzał tylko.
Oczywiście nie obyło się bez kilkunastominutowej części pouczania przez moją ciotkę.

Kilka dni później cieszyłam się wolnością, którą sprawili mi rodzice. Mogłam chodzić na wszystkie imprezy i robić co chcę. Nareszcie.
Pewnego pięknego dnia przechodziłam właśnie jedną z Magdeburskich ulic z Monicą, gdy po raz kolejny przykuło nasz wzrok nagłówek jednego z najnowszych numerów BRAVO.
"Kogo podrywa Bill?"
Bez wahania kupiłyśmy gazetę i przeczytałyśmy, o tym, że na jednym przyjęciu After Show Party Bill przez przypadek wylał szampan na biust jednej z najsławnijeszych prezenterek telewizyjnych w Niemczech.
- Przypadkiem?! - mało nie krzyknęłam.
- No może potknął się?
- Jasne. Zadzwonię zaraz do niego i spytam się jak było, gdy wycierał tego szampana z biustu. - porwałam gazetę. To się nazywa szybkie czytanie i wyrzucanie gazet. Miałam go dość.
- Daria, czy ty... jesteś zazdrosna? - Monia zabiła mnie pytaniem.
- Nie jestem i wiesz co? Nie chcę go znać. Dość z Kaulitzem. Koniec. - powtarzałam a przyjaciółka tylko kręciła głową. Nie wierzyła w prawdziwość moich słów. Po prostu.
- Jak dzieci. - skwitowała.
- Coś mówiłaś?
- Nie to muchy brzęczały. - zaśmiała się a ja razem z nią.

"Daria, jedziesz na imprezę do Berlina?" - następnego dnia dostałam sms od Sylvi. Widocznie Georg już ją o tym poinformował.
"Nie idę, nie mam zamiaru spotkać tam tej włochatej męskiej szmaty." odpisałam po czym szczerze mówiąc zaśmiałam się z mojego określenia Billa.
Nie otrzymałam odpowiedzi, ale korciło mnie żeby jednak pójść. Postanowiłam zadzwonić do Sandry, która jak okazało się przyjechała wcześniej niż zapowiadała.
- Cześć Sandruś. - zaczęłam.
- Hej.
- Słuchaj, gdzie będzie ta impreza w Berlinie?
- To jednak jedziesz? - przyjaciółka się zdziwiła.
- Tak... Nie... Znaczy... To podasz ten adres?
- To ci smsem przyślę.
- Nie ma sprawy. To czekam na wiadomość. - rozłączyłam się.
Chwilę później dostałam sms z adresem.
- No dobra Kaulitz... no to teraz zobaczymy. - powiedziałam sama do siebie uśmiechając się pod nosem. Nie był to zwykły uśmiech.

- Daria jedziemy? - Monica darła się pod oknem w sobotnie popołudnie.
- Co? Gdzie? - wyjrzałam przez okno.
- No do chłopaków. - powiedziała ciszej.
- Co?
- No do chłopaków!! - ty razem krzyknęła.
- Nie mam zamiaru, bawcie się dobrze i pozdrówcie ich. Oczywiście oprócz czarnego.
- Małpa. - skwitowała odjeżdżając.

~*~> C.D.N. <~*~

Witam ;D

Poprawiłam wszystkie oceny to mogę dodać nową notkę ;-) mam średnią 3.8 to i tak dobrze w porównaniu do innych średnich x] w tym tygodniu poprawiłam 9 przedmiotów i dlatego nie odpisywałam na komentarze, teraz już mam wszystko zaliczone, odeśpię trochę, bo od tygodnia chodziłam spać o godzinie 1-2 w nocy i wstawałam o 7 do szkoły. Na lekcjach trochę usypiałam ale co tam < lol2 > w dodatku w środę walnęłam sie w okno, nabiłam sobie guza i dzisiaj 3 razy w okno < lol2 > od dzisiaj Ciamajdą zostałam xP

No, a dzisiaj odcinek znów krótki, ale postanowiłam więcej pisać ;-) już mam takie długie notki xD
Pozdrawiam ;*
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [150]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 50 <~*~
Datum: poniedziałek, 4 czerwca 2007
Uhr: 16:31:21
Wie viel Kommentar: 299
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

Wieczorem Czarny zastanawiał się jak ma wszystko naprawić. Nagadał tyle bzdur, że żałował tego wszystkiego. Nie zastanawiając się wysłał sms z przeprosinami. Czekał na reakcję, modlił się, żeby była pozytywna.

Następnego dnia, rano obudziłam się o 6:00, budzik dzwonił jakby dostał jakiegoś kopa, wydawało mi się, że jest głośniejszy niż zwykle.
- No podniesiesz się czy nie? - wrzeszczała Sylvia.
- Daj mi żyć, dziewczyno co ty ode mnie chcesz?
- To, że możemy spóźnić się do szkoły przez twoje spanie.
- Dopiero 6:00... daj mi spać, lekcje zaczynają się dopiero o 7:00.
- Nie kochana, jest 7:15. Zegarek Ci chyba się przestawił.
- ŻE CO?! - wbiegłam do łazienki jak oparzona, szybko się ubrałam, uczesałam, umalowałam i zaraz wychodziłyśmy. Złapałam jeszcze tylko telefon i nie zastanawiając się szybko wyszłyśmy na autobus, który nas podwiózł do szkoły.
Siedząc wygodnie na siedzeniu włączyłam telefon. Od razu przyszło mi kilka smsów.
Jeden z nich, najdłuższy był od Billa.
"Daria, wiem że jestem dupkiem, proszę wybacz mi. Tom dał mi do myślenia, wiem, że źle zrobiłem i nie chcesz mnie znać, ale proszę, wybacz. Powinienem opanować się i zaufać Ci. Mój błąd. Nadal Cię kocham."
Zaśmiałam się. W pewnym momencie zrobiło mi się lżej na sercu, zabiło mi mocniej ale z drugiej strony w głowie słyszałam wciąż jego słowa "Kłamliwa puszczalska." oraz pytanie, które zadał mi kilka dni temu. Nie mogłam po tym wszystkim dopuścić do tego, by się złamać. Nie po tym co przeszłam.
Przypomniałam sobie moje postanowienie, o odwróconych rolach. Postanowiłam się tego trzymać.
- Kto napisał? - spytała Monika widząc moją minę.
- Co? A... Bill napisał. No to wychodzimy. - zmieniłam temat gdy dojechałyśmy na miejsce. Dziewczyny posłały sobie uśmieszki, wiedziały co się szykuje.

Od przeprosin minął kolejny miesiąc. W tym czasie dostałam jeszcze mnóstwo przeprosin, tak samo były od Billa. W końcu chłopak dał sobie spokój, ale na krótki czas.
W szkole było coraz lepiej, poprawiłam prawie wszystkie oceny, została mi jeszcze matematyka. Nienawidziłam tego przedmiotu, tak samo jak fizyki. W ogóle przedmioty ścisłe były nie dla mnie. No może kiedyś tak, ale czasy w końcu się zmieniły, prawda?
Szczęśliwa, że poprawiłam ostatnią ocenę z matmy wracałam do internatu. Dawno nie byłam taka uśmiechnięta. Wracałam sama, bo Monia musiała jeszcze zostać w szkole, a dziewczyny później lekcje kończyły. Byłam strasznie głodna, więc nie chciało mi się na nie czekać.
Recepcjonistka dała mi klucze do pokoju i od razu poszłam po coś do jedzenia. Wróciłam siadając na kanapie i włączyłam telewizor, żeby obejrzeć jakiś serial. Przełączyłam na Vivę niemiecką, a tam komunikat o nowym teledysku Tokio Hotel.
Mimo wszystkiego nie mogłam oderwać wzroku od... oczywiście od wokalisty. Nienawidziłam go po tym wszystkim, ale w końcu trochę z nim byłam.
- To dla ciebie. - usłyszałam głos.
Odkręciłam się gwałtownie, mało zawału nie dostając. W drzwiach stał Bill oparty o futrynę. Podszedł do mnie, ja szybko odsunęłam się.
- Co ty tu robisz? - wydobyłam z siebie.
- Musiałem przyjechać i przeprosić cię. Wiem że źle zrobiłem, ale...
- Powtarzasz się. - przerwałam mu. Wyciągnął zza siebie czerwoną różę, była piękna. Na stoliku zauważyłam jeszcze jeden, ogromny bukiet.
Czarny podszedł do mnie i gładząc mój policzek dalej mówił.
- Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło, wiem że powinienem ci zaufać. - przez ciało przeszedł mi dreszcz, a serce mało nie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. - Kocham cię - szepnął mi do ucha, po czym pocałował mnie w szyje. Zamurowało mnie, nie wiedziałam co mam zrobić.
Bill spojrzał mi w oczy, po czym zatopił swoje aksamitne usta w moich. Poczułam jego boski kolczyk w ustach, brakowało mi tego. Brakowało mi namiętności i przede wszystkim Billa. Ale... właśnie, jedno ale.
Odsunęłam się od niego i walnęłam go w twarz. Kaulitz nie wiedział o co chodzi. Nie rozumiał dlaczego to zrobiłam.
- Wiesz co? Teraz to te przeprosiny wsadź sobie gdzieś. Myślisz, że przekupisz mnie na jakieś róże? Że pocałujesz, wyszepczesz kilka miłych słówek i koniec? O nie mój drogi. Nie wiesz co przeżywałam, nie umiesz sobie tego wyobrazić. A teraz wyjdź.
- Ale Daria...
- Wyjdź. Nie mam zamiaru rozmawiać z osobą, przez którą miałam tyle upokorzeń, te twoje słowa zabijały mnie z każdym dniem bardziej. Ta cisza.
- A Ty wiesz co ja przeżywałem? Co poczułem jak dowiedziałem się, że mnie zdradziłaś? - Bill podniósł ton.
- Nie zdradziłam cię, to był stek bzdur.
- A o okłamywanie mnie?
- Bill wyjdź. - podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- Nie myśl, że pozbędziesz się mnie, kocham cię. - Czarny chciał mnie pocałować ale odkręciłam się. Wyszedł a ja zamknęłam drzwi.
Mimo wszystko byłam zadowolona z siebie. Nie dałam się złamać. Nie po tym wszystkim.
Chociaż szczerze mówiąc w głębi serca żałowałam tego.
Bill szedł ulicą, nie dał się zaciągnąć kierowcy do vana, którym miał pojechać do Berlina. Nie miał po prostu ochoty. Chwilę później poczuł wibracje. Telefonu oczywiście.
- Tak?
- No i co? - Tom prawie krzyknął do słuchawki.
- No i nic. - zakończył rozmowę. Tego dnia był bardzo miły dla brata.
O wszystkim i tak dziewczyny dowiedziały się z pewnych tajemniczych źródeł T&G&G ale pomińmy to. Zauważyłam, że spiskują przeciwko mnie, ale ja tak łatwo nie odpuszczę.

Koniec roku szkolnego zaczął się o 9:00. Na początku oczywiście nudne gadanie dyrektora jaki to był ciężki rok, że niektórzy z nas odczuli to bardzo dobrze na własnej skórze itp.
Później w końcu dożyłam chwili, gdy zobaczyłam swoje świadectwo. Nie było ono najgorsze.
- Ważne ze zdałam do następnej klasy, nie to co... - w ostatniej chwili opanowałam się. Na myśli miałam oczywiście TH. Przecież oni nie chodzą do normalnej szkoły, pewnie nie pamiętają już jak ona wygląda.
- Daria, jesteś głupia. - wywnioskowała Monia.
- Dzięki, tego mi brakowało.
- Ale nie głupia, jako głupia. Chodzi mi o coś innego. Czy ty nie widzisz jak Bill stara się o to, żeby się pogodzić? Nie dostrzegasz tego?
- Monika nie denerwuj mnie. A nie widziałaś jak ja o niego się starałam? To już przeszłość, skończyłam z tym.
- Rób jak chcesz tylko nie żałuj później.
- Dzięki za rady, sama sobie poradzę.
Na koniec postanowiłyśmy iść do naszej ukochanej kawiarni na Colę. Porozmawiałyśmy sobie trochę i powspominałyśmy wesołe i mniej wesołe życie w szkole, dziewczyny przeszły na temat wakacji, co będziemy w tym czasie robić. Kompletnie nie wiedziałam czym będę się zajmować w czas wolny.
- A może wybierzemy się gdzieś?
- Bardzo świetny pomysł. Załatwimy sobie towarzystwo i jedziemy.
- Dziewczyny darujcie sobie te podchody. Wiem dobrze, że chcecie pogodzić mnie z Kaulitzem, ale nie dam się. Nie pogodzę się z nim i już. Więc dajcie sobie siana, wszystko na nic. - zakończyłam przemowę.
- Ale my tylko...
- Tak wiem, co wy tylko. A zresztą wakacje mam już zaplanowane, nie wiem czy mogłabym wyjechać gdzieś z wami. - skłamałam.
- Nie no jak tak to szkoda... - Sylvia posmutniała.

Rano od razu pojechałam do domu, do rodziców. Cieszyli się z mojego świadectwa, znaczy nie do końca. Woleliby gdyby było trochę lepsze, mama domyślała się ze to wszystko wina Billa, przez którego skupić się nie mogłam.
- Daria, skarbie cieszę się z ocen, ale w następnym roku daj sobie spokój z chłopakami. - wypaliła.
- Mamo, nie musisz mi mówić, wiem dobrze że chodzi ci o to żebym nie była z Billem. Nie martw się.
- To dobrze. - zakończyła rozmowę o Billu, a do salonu wszedł tata.
- Słuchajcie, może wyjechalibyśmy gdzieś? Tak dawno nie byliśmy razem na wakacjach, wiem że to moja wina bo pracuję od dnia do nocy ale właśnie w pracy wziąłem urlop, więc może jakaś wycieczka? - zaproponował.
- Świetnie! Ja u siebie też wezmę wolne i możemy jechać.
- Świetnie. - powtórzyłam za mamą..
- To może... Egipt? - tata rzucił propozycją.

~*~> C.D.N. <~*~

JUBILEUSZ! ;D
Omg nie wiedziałam, że kiedyś dojdę do tego momentu, 50 notek za nami ;-)

No i jednak jestem xD
nie mogę skasować tak po prostu bloga, nie mogę go również porzucić albo co innego xP
to nie dla mnie xD

od dzisiaj sorka od niemieckiego widzi we mnie absolwentkę studiów o kierunku Germanistyki.
I muszę rozwiązywać testy dla maturzystów... bosz.. to się wkopałam < lol2 >
Pozdrawiam ;*

A, i jeszcze jedno. Muszę to napisać, Daria nie pojedzie na wakacje xP
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [299]


Thema: ~*~> CzĘśĆ 49 <~*~
Datum: piątek, 18 maja 2007
Uhr: 19:18:47
Wie viel Kommentar: 361
Alles Notiz schreibt: Danu$. <33

- Pamiętasz co było na początku roku? Ten ogień który nas łączył. - mówiłam dalej, szepcząc mu do ucha, przy okazji mogłam poczuć jego perfumy, jego zapach. - Obydwoje tego chcieliśmy, to co wtedy było nie zapomnę do końca życia... - Bill zamknął oczy, jego ręce chciały mnie objąć, moje usta chciały go pocałować. Przeniosłam twarz i zarazem wzrok na jego usta, ciepły oddech poczułam po całym ciele, dreszcze przeszły mnie z tej bliskości. Chłopak dalej nic nie mówił. W końcu spojrzał na mnie.
- Każdego tak bajerujesz?
Po tych słowach poczułam jak ktoś wbija mi nóż w serce. Fala gorąca, na nowo narodzonego uczucia minęła, prysnęła jak bańka mydlana. Odsunęłam się od niego, odeszłam do łazienki, zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Zsunęłam się na podłogę, pierwsze gorzkie łzy poleciały po moich policzkach.
Bill dalej stał na środku pokoju, żałował swoich słów wypowiedzianych przed chwilą, wiedział że gdyby tego nie powiedział, doszłoby do czegoś innego. Chciał tego całym sercem ale nie umiał tak od razu wybaczyć.

- Jesteśmy już. - powiedział Tom od progu. Zauważył brata, który był w dwa razy gorszej formie niż zwykle. - Brat, co jest? - zaczął. Czarny spojrzał na niego, Tom zauważył te same zaszklone oczy, które widział w dniu, kiedy po raz pierwszy wygrali nagrodę. Tym razem do oczu nie napływały mu łzy szczęścia. Przeciwnie.
Dredziaż wiedział że stało się coś złego, konkretniej odbyła się kolejna kłótnia. Postanowił nie męczyć go już.
Chwilę później wróciły również dziewczyny z Gustavem.
- Jesteeeee.. - Monia nie dokończyła widząc minę Toma. - Coś się stało?
- Wariatki. Gorzej niż wariatki. Co wy zrobiłyście?
- Ale o co chodzi?
- Jak mogłyście dopuścić to tego, by zostawić Billa z Darią sam na sam przez tyle czasu?! - Tom mówił głośniejszym tonem ale nie na tyle głośno by zbudzić czarnego, który po raz kolejny poszedł spać.
Dziewczyny zbadały sytuacje.
- Nie mów, że....
- Tak, pokłócili się.

Wyszłam z łazienki z czerwonymi oczami, od nowa nic mi się nie chciało. Byłam załamana.
- Daria, Boże... - Sylvia podeszła. Spojrzałam tylko na nią, oczy bolały mnie od płaczu. Postanowiłam sobie, że więcej nie będę płakać przez jakiegoś chłopaka, ale... nie uda mi się to.
- Myślałam.... że... - nie dokończyłam. Zawróciłam i poszłam do łóżka.
- Jest źle. - skwitowała Sandra.
- Słuchajcie, mam newsy. - zebrał wszystkich Georg gdy trochę emocje opadły i zaczęli z Tomem opowiadać co się zdarzyło, na Rosetraßee.
- Nie wierze! - uśmiechnęła się Monika.
- No dokładnie tak było.
- Skarbie, kocham cię, umiesz podnieść ludzi na duchu. - dziewczyna podeszła do starszego Kaulitza i pocałowała go. W pokoju było słychać tylko "uuuu", po czym Georg powiedział:
- Teraz tylko trzeba jakoś pogodzić tą dwójkę. Dobrze, że zbliżają się wakacje, to może coś wymyślimy. - na twarzy basisty wymalował się uśmiech.

W niedzielę wieczorem chłopaki musieli wyjechać. Pożegnanie było nie za wesołe. Czarny podszedł do mnie. Odsunęłam się, nie miałam ani zamiaru spojrzeć mu w oczy po tym co powiedział, ani nie miałam zamiaru pożegnać się z nim. Jeśli już to na zawsze. Wiedziałam, że to będzie niemożliwe do zrealizowania, bo dziewczyny są blisko z resztą zespołu, a ja? Ja nie pasowałam do tego świata. Chciałam się z niego usunąć. Nie dosłownie, bo żadne morderstwa nie przechodziły mi nawet przez myśl. Nie planowałam aż takiego dramatu w swoim życiu. Wystarczająco dużo już się działo.
Później dostałam smsa:
"Daria, przepraszam. To nie tak miało brzmieć. Nie wiedziałem co wtedy mówię, proszę wybacz mi to. Bill." Odczytałam i rzuciłam telefon na łóżko.
- Tak? Najpierw mi wypominasz a później przepraszasz? Nie tak łatwo.
Postanowiłam jednak odpisać:
"Każdą tak przepraszasz?" Nie doczekałam się odpowiedzi. Wiedziałam, że da mu to do zrozumienia, po chwili doszło do mnie. Po co ja się tak o niego starałam? To ON mi nie wierzył. To ON mi nawymyślał, teraz przez NIEGO cierpię, niech role się odwrócą.
Poszłam spać.

W szkole nadszedł ukochany moment każdego ucznia, czy to w Polsce, Niemczech, Rosji czy gdzie indziej, otóż poprawianie wszystkich ocen na koniec roku szkolnego. Nienawidziłam tego momentu, tym bardziej, że moje oceny nie zapowiadały się najlepiej. Miałam dużo do nadrobienia, ale nie moja wina ze od dłuższego czasu nie mogłam się na niczym skupić.
Wiem, powinnam była wziąć się do roboty od pierwszej negatywnej oceny ale nie umiałam.
- Panna Weg. Wie panna co wypada na koniec roku? - takie teksty słyszałam od nauczycieli z jakiś 5 przedmiotów.
- Tak wiem.
- To może coś panna z tym zrobi a nie zajmuje się niejakim Billem Kaulitzem.
- Zrobię, nie musi się pani martwić. A Billem nie zajmuję się, nie wiem w ogóle kim on jest poza tym co piszą w gazetach. - odpowiedziałam odważnie.
- Taak? No proszę. To się cieszę. Piszemy temat lekcji. - zakończyła się rozmowa.
Monia spojrzała na mnie jakbym nie wiem co zrobiła, nie odezwała się słowem.
- Daria, popraw oceny, weź się w garść. - na przerwie przyjaciółka pouczała mnie.
- Ale nie martw się, poprawie wszystko. A w garść już się wzięłam, nie przejmuję się nikim, jestem wolna i mogę robić co chcę. - zaśmiałam się.
- Jasne.
- Jeśli chodzi ci o tego kogoś, kto cały czas jest na okładkach gazet, to nie łączy mnie z nim nic. Nic a nic. Rozumiesz? - odeszłam, a brunetka złapała za telefon i postanowiła zadzwonić do Toma.
- Cześć kotku. - usłyszała miłe powitanie.
- Cześć dredku. - zaśmiała się.
- No wiesz cooo? Niedobra jesteś, Bad girl.
- Co za inglisz. - powiedziała dalej śmiejąc się.
- No wiesz, światowy jestem, muszę coś umieć w tym języku. A co tam u Ciebie?
- Haha, jasne. U mnie dobrze, ale dzwonię w innej sprawie...
- Tak, w sprawie naszych gołąbków. - Tom nie mógł przestać żartować.
- Weź, to wcale nie jest śmieszne. Kiedy pogadacie z Billem?
- Yyy... właśnie miałem taki zamiar, dobra, ja lecę bo zaraz będziemy nagrywać nowy teledysk to wiesz...
- Oczywiście, tylko pogadaj z nim. Pa. - rozłączyła się i poszła na lekcje.

U chłopaków trwały nagrania do piosenki Rette mich. Bill lubił ten kawałek, dlatego na próbach dawał z siebie wszystko. Chłopak starał się i to bardzo. Wszyscy pracowali od rana do późnej nocy, chcieli by wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Po skończonej pracy chłopaki mogli odetchnąć w swoich hotelowym pokoju. Byli zadowoleni z siebie.
- To był ciężki dzień. - powiedział Bill nalewając sobie Coli do szklanki.
- Tak... ale opłacało się, już niedługo skończmy i będziemy wolni. - Georg opadł z sił.
- Właśnie, Bill... musimy pogadać. - zaczął Tom.
- Jak masz na myśli....
- Tak, ale muszę ci coś powiedzieć, to bardzo ważne.
- Nie ma mowy Tom. Daj sobie siana.
- Bill zamknij się i posłuchaj co starszy brat ma do powiedzenia! - krzyknął Georg.
Czarny usiadł na kanapie i z niechęcią słuchał to co mają do powiedzenia.
Chłopaki zaczęli wszystko opowiadać od początku. Czarny nie wierzył.
- Czyli.... to znaczy.... znaczy...
- Znaczy, że zrobiłeś cholerne głupstwo. Nic, kompletnie nic nie wydarzyło się podczas świąt w Polsce. Tomek wszystko ściemnił, ukartował to. Wiedział, że jak tak zrobi, to zerwiesz z Darią i będzie mógł do niej startować, nie sądził jednak, że jej miłość do ciebie jest tak wielka. Tego nie przewidział.
- A te zdjęcia?
- Fotomontaże. Napracował się chłopak i tyle.
- Tak, ale pocałunek był jednak. A to dla mnie jest jak zdrada. - Bill nie wiedział już co ma mówić. Jego argumenty na "nie", wyczerpywały się.
- Pocałunek był, ale ona nie chciała tego, później żałowała wszystkiego. Człowieku, kto w tych czasach nie popełnia błędów? Nie wystarczy ci fakt jak ona cholernie cię kocha? - Tom spisał się na medal, opowiedział wszystko tak wiarygodnie i prawdziwie przede wszystkim, że Bill zmiękł.
- Dobra Tom, ale ona mnie oszukiwała przez 4 miesiące.
- Słuchaj Bill, postaw się w jej sytuacji, co byś zrobił? Powiedział tak od razu? Raczej nie. Dlatego, jeśli to wszystko pomoże to pogódź się z nią.
- Ale ja jestem głupi. - Czarny złapał się za głowę. - Scheiße...
- Wiem Bill, nie od dzisiaj. - zakończył Tom.

~*~> C.D.N. <~*~

Pierwszy raz nie mam takich zaległości ;D prawie nic nie mam w zaległych komentarzy ;-) ok, ale powiadomię później, bo serial oglądam x]
Dzisiaj tata kupił mi mp3 XD buahaha chyba to taki prezent za tą jedynkę z bioli xD
Pozdrawiam ;*

Mam dość!



Edit: 29.05.07r.
Tak, mam dość... wszystkiego! Bloga, opowiadania, komentarzy, nauki, szkoły. Nie dodaje nowej notki - nie mam czasu.
Nie czytam waszych opowiadań - nie mam czasu.
Nie odpowiadam na komentarze - nie mam czasu.
Na nic nie mam czasu.
Zastanawiam się czy nie skończyć tego bloga, bo mnie denerwuje. W szkole mam zapieprz, inaczej tego nie da się określić.
Same poprawy, sprawdziany i w ogóle. W tym tygodniu mam z 9 przedmiotów coś zadane.
Nie wyrabiam się ;(
Dlatego od teraz rozważam czy prowadzić blog. Jak coś postanowię, zobaczymy... albo powrócę, albo nie.
Żegnam.
SkOmEnTuj ;]:* komentarze [361]




| Lay&html by Danuś.|

About Site

Since: 14.03.2006
Title:daria-und-th
Owners: Danuś.
Visitors:
Now: {akcja}
Online:
Programs: PFS
Contact: Moje myspace

Navigation


001.Guest Book
002.About Heroes
003.About Tokio Hotel <33
003.Back

Link Me

Avatar

Fav me





Elite


001.Karola.
002.Ulrichowa.
003.Olusiak <3.
004.You?
005.You?
006.You?

Opowiadanie


1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59

Ile blog istnieje?



Archiwum


2006
marzec (8)
kwiecień (8)
maj (4)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (5)
wrzesień (3)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2007
styczeń (5)
luty (2)
marzec (3)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (3)
lipiec (2)
sierpien (3)
wrzesień (1)
październik (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
kwiecień (1)

2009
styczeń (1)


Favs


keine-freunde-bleibendaria-und-thdawna-przyjaznerotic-th-storyzycie--elizabethimmortal-dreammeine-schatzwo-sind-eure-hande-483

Kluby



Linki


Tu zaglądam :D
Super blog ;)
Opowiadanie Sursum :*:*:*
Opo Marci ;-)
Kochana Gucia :*:*
Opowiadanie Alex ;D
Opo Madzi :D
Patu$
Kochana Sursum :*:*
derletztetag ;-)
Blog Kamiś ;)
Opowiadanie Tancereczki

Inne teledyski
Pussycat Dolls- Buttons
Luttenberger Klug - Super Sommer ;]
Senta Sofia - Scheissegal xD
Luttenberger Klug - Super Sommer ;]
Virgin- Sznasa ;]

Mój blog o życiu ;]
Oficjalny ;*

Filmiki z TH :*
TH in Moskau Teil.2
Echo 2006 Interview
Rette mich on SF1
Clip Durch den Monsun
Clip Schrei
TH :*
Rette Mich im Echo 2006
TH in Moskau Teil.1
Bill is too sexy for this world ^^
Teledysk Der letzte Tag und Wir schließen uns ein!!!! :*:*:*:*
Bill :*:*
MIODZIO FILMIK Z BILLEM ;*;*
TH wins the new commer 2006
TH :*
Echo 2006 Interview
Durch den Monsun bei TV Total
Cudny filmik ^^:*
Clip Rette mich
Bill mówi po angielsku :D
Bill Kaulitz for ever :*
Cudny filmik...

The Veronicas ;D
Revolution
Fotki ;*
Teledysk 4ever ;*
Teledysk When It All Falls Apart
Oficjalna ;D
Teledysk When It All Falls Apart
Teledysk Everyting I'm Not

Puzzle z TH ;]
Bill :*
Tokio Hotel3
Tom4 ;]
Tom ;]
Tokio Hotel2
Gustav ;)
Georg ;)
Tokio Hotel
Tom2 ;]
Bill2 :*
Tom3 ;]

Stronki TH :*
oficjalna Niemiecka stronka TH :*
Oficjalna Polska stronka o TH!
Th-Wonderland
Fan Site
Schrei forum
Online.de
Galeria TH

Stronki o Christinie Stürmer :*
Teledysk Nie Genug
Liebt sie dich so wie ich (Live)
Christina Stürmer Amadeus-Award
Teledysk Immer an euch geglaubt
Wywiad ;P
Christina Stürmer ORF
Teledysk Mama
Teledysk Engel fliegen einsam
Oficjalna ;]
Oficjalna Niemiecka ;]
Teledysk Ich lebe


Buttons










Th-Schwarz

TH-Wonderland



Layout


Grafika by: Danuś
Html by: Danuś
Data: 07.01.08